30 marca, rajskie plaże w Tangalle
Z Ella czerwonym autobusem za 480 rupii za dwie osoby w trzy i pół godziny dostaliśmy się do Tangalle. Czerwone autobusy są najlepsze, bo są miejskie. A to oznacza, że zawsze dostaniecie bilet i zawsze będzie kosztował on tyle samo. Prawdopodobieństwo oszukania małe. Są też autobusy niebieskie prywatne. Tu już cena biletu zależy często od Pana, który akurat je sprzedaje i może chociaż nie powinien policzyć za bagaż, który zajmuje miejsce na siedzeniu.
Tym razem naszym miejscem noclegu był położony zaledwie 5 minut drogi od głównego dworca autobusowego Mars Hotel Tangalle, a co! Jak rajskie plaże i wczasy pod palmą to zaszaleliśmy z zakwaterowaniem.
Za 4 noclegi ze śniadaniami i praniem zapłaciliśmy 400 zł. Cena regularna za ten pokój wynosiła jakieś 180 czy 200 zł więcej, ale z racji wielu rezerwacji na bookingu pojawiła się opcja podwyższenie kategorii pokoju i w cenie "dwójki", mogliśmy wziąć pokój rodzinny z balkonem.
Nie było trzeba mnie długo namawiać 😊 Widok na ocean, balkon, klima, czajnik, wielki pokój z szafą i wielkim łóżkiem, a największy hit to ciepła woda w kranie! Taka z rur jak u nas.
Nowocześnie i mega czysto. Przesympatyczny Pan z obsługi, który co chwila pytał i przy każdej okazji upewniał się czy niczego nam nie brakuje. Perfect!
![]() |
| śniadanko |
![]() |
| widok za oknem |
Oczywiście jest ruch drogowy zbyt intensywnym, jest też w zakamarkach biednie, tam gdzie oko turysty nie sięga można zobaczyć rozpadające się domki, brak prądu. Są biedne psy uliczne wzrokiem proszące o pomoc i niewyobrażalny upał. Były nawet ostrzeżenia, że temperatura może dojść do 40 stopni i aby pozostać w domu.
Turystów nie ma tu za wiele, co widać na zdjęciach, za to są najpiękniejsze plaże na Sri Lance, co też na zdjęciach widać 😍
Rajskie z niebieską, czy jak to piszą w katalogach turkusową wodą, mięciutkim piaskiem (tak nagrzanym, że nie da się po nim iść) i woda o temperaturze zupy. Mega! Dla fanów pływania informacja, że niestety z kąpaniem się za różowo nie jest ze względu na ogromne fale.
Wczoraj byliśmy na oddalonej o 3 km Goyambokka Beach. Fale były tak wielkie, że nie dało się wejść do wody. Stojąc na brzegu byliśmy oblewani powyżej pasa! Na szczęście wybór plaż jest tu spory i udało nam się znaleźć taką, gdzie fale rozbijały się przed brzegiem, zatem można było popływać. Znaczy Bula mógł, ja wody bojąca i niepływająca. I przy tej okazji to co rzuciło mi się w oczy to, że dobry biznes można tu zrobić. Nie ma żadnych stoisk z parawanami i asortymentem do pływania. Jedyne co można wypożyczyć to maski do snorkelingu. Zatem jest pole do zagospodarowania 😉
Atrakcji poza tymi plażami za wiele tu nie ma. Można spacerować brzegiem morza co robiliśmy cały jeden dzień, pokonując prawie 15 km w słońcu. Wyczyn! No i odpoczywać można. Co robimy intensywnie od dni czterech.
Znaleźliśmy też kino. Zatem na 18.45 za 400 rupii (8 zł) za dwie osoby poszliśmy do kina na film "Thaala". Wzbudziliśmy zainteresowanie niemałe pojawiając się w wejściu i ustawiając w kolejce, aby zakupić bilety. A chyba największe zdziwienie miejscowych nastąpiło, kiedy je zakupiliśmy i pewnym krokiem weszliśmy do sali. Jeden Pan nawet zapytał czy znamy syngaleski, a po seansie dogonił nas na ulicy, aby sprawdzić jak nam się podobało.
Sala kinowa przypominała nasze sale studyjne z lat 90, zatem poczuliśmy się lekko sentymentalnie. Krystian mówi, że przypomniało mu się kino Polonia z lat 80.
Klimatyzacji niestety nie było, zatem temperatura dawała o sobie znać. Były za to wiatraki zawieszone na ścianie wzdłuż całej sali, dające przy okazji odgłos jakby przez cały film jechał traktor 😃
Film rozpoczął się punktualnie, nie było reklam tylko zwiastun kolejnej lankijskiej produkcji. Po godzinie zadzwonił dzwonek sygnalizujący przerwę i wszyscy udali się na zewnątrz bocznymi drzwiami w celu zakupu czegoś na ząb. Następnie dwa dzwonki wołające, że przerwa dobiegła końca i oglądaliśmy drugą część.
Co do samego filmu, była to familijno-obyczajowa produkcja skierowana do dzieci. Stąd też na sali było ich sporo. Przedział wiekowy rozstrzelony. Były i maluchy na oko sześcioletnie i 16 letni chłopcy. Do tego rodzice i opiekunowie, co dało jakieś 25 procent sali zapełnione. Biorąc pod uwagę, że grają tylko ten jeden film 3 razy dziennie codziennie frekwencja myślę, że nie tragiczna.
Akcja filmu działa się w wiejskiej szkole na Sri Lance. Poznawaliśmy losy dzieciaków, nauczycieli, w tle piękne krajobrazy, muzyka i przystojny główny bohater - nowy nauczyciel potrafiący zjednać sobie wszystkich dobrym sercem, podejściem, uśmiechem i nauką przez zabawę. Taka sielanka trochę. Zwiastun tu.
Jak kliknęliście i obejrzeliście, to potwierdzam szkoły na Sri Lance naprawdę tak wyglądają, a dzieci chodzą do nich ubrane całe na biało.
Dwie godziny minęły nam naprawdę szybko i szukamy już kina w Mirissie, gdzie będziemy od jutra. Może będzie inny repertuar.
Generalnie Tangalle jest super miejscem dla fanów plażowania, opalania i wszelkich sportów wodnych. Dla mnie osobiście poza ukochanym morzem nad którym mogę siedzieć wieczność, hitowe miejsce to nie jest. Owszem, palmy i rajskie plaże z katalogu ładują wskaźnik z podpisem "poziom estetyki" na ful, ale jednak chce się czegoś innego.
Mirissa zresztą podobnie znajduje się nad morzem, ale tu już mamy plany zwiedzające. No i na kwaterze, gdzie będziemy mieszkać u lankijskiej rodziny powinny do dyspozycji być rowery.
Poza tym jest potwornie gorąco co odczuwamy dziś okrutnie.
I właśnie a propo gorąca, uważajcie na ten laser i zakrywajcie ciało, głowę a na odsłonięte części nie szczędźcie smarowidła antysłonecznego. Mimo, że smaruję się i raczej mam ubranie długie, tu zaszalałam; no bo plaża, no bo gorąco, no bo co taka biała wrócę i po całodniowym wystawieniu ciała na słońce, zabieg powtórzyłam dzień później i nabawiłam się oparzeń słonecznych. Skutkiem tego było jednodniowe uziemienie w pokoju, złe samopoczucie ogólne, osłabienie, lekka temperatura i zero chęci do wszystkiego.
Nie bagatelizujcie tej gwiazdy na niebie, mimo, że wydaje się być przyjaźnie nastawiona.
![]() |
| waran przy głównej drodze, zaraz obok hotelu |
![]() |
| sklep z alkoholem, poza specjalnie wyznaczonymi punktami najczęściej za kratami alkoholu w innym sklepie nie kupicie |
![]() |
| główny dworzec |
![]() |
| kurczak Krystiana - ostry jak diabli i pełen kości |
![]() |
| makaron z warzywami, porcja dla wojska |
![]() |
| szczerze polecam odwiedzić, ceny budżetowe nie są, ale kubki smakowe wam podziękują |
![]() |
| Mahi Mahi w marynacie imbirowo-cytrynowej smażony na maśle z czosnkiem |
![]() |
| wege curry - ryż, papadams, dynia, ziemniaki, fasolka i daal. Mega pyszne! |
![]() |
| ściana z pozdrowieniami zadowolonych i najedzonych klientów - też zostawiliśmy swój ślad |
![]() |
| moje poparzenie |
![]() |
| biedne pieski ☹ spacerowały z nami cały czas, a jeden wyraźnie i mocno błagał spojrzeniem o pomoc ☹ |
![]() |
![]() |
| jak widać fale były ogromne |
![]() |
| kino |
![]() |
| pan sprzedaje bilety |


































































Komentarze
Prześlij komentarz