19 marca, my ruszamy do Kandy, a wy łapcie Lwią Skałę i Polonnaruwe.


Trzeci i ostatni dzień jesteśmy w Sigiriya. Jej jak tu jest ładnie!!!! Zielono, spokojnie, cicho. Można zostać na zawsze. Tylko najpierw usunąć wszystkie komary, bo siedzenie wieczorem na ogrodzie jest pewną formą gimnastyki.


Przedwczoraj zwiedzaliśmy teren wokół Lwiej Skały, a następnie się na nią wdrapywaliśmy. 
Została ona odkryta w XIX w dopiero, ale początki obecności człowieka datowane są tu na X w.p.n.e!!! Grubo. W muzeum znajdującym się w pięknym parku pełnym sadzawek, alejek no i małp oczywiście, oglądaliśmy eksponaty pochodzące z tamtego okresu. 
Do Lwiej Skały prowadzą ogrody pałacowe, no w zasadzie to bardziej pozostałości po nich. Idziemy długą drogą podziwiając nasze wyzwanie od samego progu. Wstęp na nią do tanich nie należy i turyści coraz częściej wybierają górę bliźniaczą - Pidurangalę. 30 dolarów od osoby o takich dukatach mowa, należy zapłacić w kasie muzeum, nie martwcie się płatność w rupiach też przyjmują.
Góra mierzy 100 m wysokości i aby się na nią dostać musieliśmy pokonać znaczną ilość schodów. Początkowe stopnie zostały zrekonstruowane zatem są wysokie i wielkie, dodając do tego temperaturę dały nam nieźle w kość, robią też spore wrażenie wychodząc spomiędzy lwich łap. Pozostałe na sam szczyt są nowe, metalowe stworzone na potrzeby turystów. Na szczycie podziwiać można ruiny pałacu oraz twierdzy władcy Kassapy który panował tam w V w.n.e. Oprócz tego w połowie wspinaczki można było oglądać namalowane w skale kolorowe obrazy przedstawiające kobiety o bardzo imponujących kształtach. Niestety zakaz fotografowania. 
Wspinaczka się opłacała. Widoki z samej góry były niesamowite. Widać było całą okolicę w tym sąsiednią górę Pidurangale. Niestety na nią nie weszliśmy z racji pory, była już 15.30 a po 18.00 robi się tu kompletnie ciemno. 
Za to objechaliśmy na naszych rowerach teren w koło, leśne drogi, małpy, tabliczki ostrzegawcze uwaga słonie i stanowiska archeologiczne. Perfect ! Rowery dostaliśmy od naszych gospodarzy i był to mega pomysł. Polecam wam pytać tam gdzie będziecie nocować o możliwość pożyczenia rowerów, lub szukać kwater gdzie one są. Ogromna oszczędność czasu no i pieniędzy. Nie potrzeba płacić za tuk tuka, aby dostać się na teren ogrodów czy wrócić do miejsca zakwaterowania. A teren do chodzenia/zwiedzania jest naprawdę spory. Za Lwią Skałą w kierunku Pidurangali i za nią dalej można sporo popedałować. 

Mogłabym uznać ten dzień za absolutnie idealny, gdyby nie słonie które widzieliśmy na ulicy. W łańcuchach, smutne ze spuszczonymi głowami, wożące pozbawionych jakichkolwiek uczuć turystów na swoim grzbiecie. Obraz łamiący serce. Potężne zwierzę, piękne, że nadchodzi było słychać już parę sekund wcześniej. Za każdym jego krokiem odgłos ciągnących łańcuchów :( Między samochodami, autobusem, gwarem ulicy. Jest to widok który odbiera całą radość z tego miejsca i widok który powoduje bezradność i ogromny smutek. Nie korzystajcie z tego rodzaju rozrywek !!! Dla bardziej ciekawych polecam wygooglować sobie jak są łamane słonie, aby można je było w taki sposób wykorzystywać. 



nasze rumaki 








































wdrapaliśmy się na górę i zaczął padać deszcz! 




Pidurangala




















































zamknięcie antywłamaniowe 




wejście do świątyni, skąd rozpoczyna się wspinaczkę na Pidurangalę
























zły człowiek na słoniu


wege roti i chicken roti


wieczorne najlepsze curry❤ 

Wczoraj kolejne miejsce, już trzecie na Sri Lance które odwiedziliśmy, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO - Polonnaruwa. 


Planując trasę po Sri lance byłam pewna, że bez problemu z Sigiriyi dojedziemy autobusem do naszego celu. Jakże wielkie było moje zdziwienie kiedy przy wieczornej kolacji Indika powiedział nam, że najpierw musimy jechać do Dambulli i tam przesiąść się na autobus do Polonnaruwy. Ech .... Odległość między tymi miastami to zaledwie 56 km, a przejechanie ich zajęło nam 3 godziny! Wyjechaliśmy o 7,45 aby przed 11.00 wysiąść wprost przed miłym Lankijczykiem wypożyczającym rowery. W tym momencie wiedzieliśmy też, że mamy czas do 15 max, jeżeli nie chcemy wracać do domu w zupełnych ciemnościach. Sri Lanka leży bardzo blisko równika i po 18 robi się tu zupełnie czarno. 

Polonnaruwa jest to miasto, a w sumie to zabytkowy kompleks z ruinami będące stolicą Sri Lanki do XIII w. Znajdowały się tu pałace, świątynie oraz ogrody. Pozostałości po tamtym czasie zwiedzaliśmy na rowerach, które wypożyczyć można w bardzo wielu miejscach zaraz po wyjściu z autobusu. Teren ten jest ogromny. Na piechotę myślę, że w jeden dzień nie sposób go obejrzeć. Można wziąć tuk tuka lub jak my za 600 lkr wypożyczyć rowery.

4 godziny zajęło nam dość sprawnym tempem objechanie całości. Część pozostałości to dosłownie ruiny, cegły i mocowania. Ale były też miejsca gdzie znajdowały się świątynie z zachowanymi dość dobrze posągami Buddy czy stupy. Zdobienia podobały mi się najbardziej. Motywy ze słoniami czy figurami buddyskimi. Piękne. 
Teren ten oprócz zabytkowych ruin ładnie prezentuje się także od strony przyrodniczej. Jest zadbany, czyściutki i pielęgnowany. Widać że UNESCO zobowiązuje. Oczywiście jak wszędzie towarzyszą nam niezliczone ilości psów i małp a także krowy. Spotkaliśmy też warany i największą pomyłkę tej wyspy natrętnych sprzedawców, chyba nawet nie chce mi się wracać do tego. Tak męczących i irytujących ludzi próbujących sprzedać nam cokolwiek w życiu nie spotkaliśmy. Wstęp na teren muzeum kosztuje 25 dolarów, co podobnie jak na Lwią Skałę szarpie budżet srogo. Powiem Wam szczerze, że fajnie podobało mi się i z pewnością historycznie jest to mega miejsce, ale drugi raz bym nie pojechała.  

Dziś mija dokładnie miesiąc od kiedy podróżujemy. I dziś też jedziemy dalej w głąb wyspy, niestety czeka nas miasto - Kandy. Jeden dzień na zwiedzanie nam wystarczy, drugi poświęcimy na organizację; pranie, zakupy no i odpoczynek, bo kolejny przystanek to będzie gruba wyprawa w góry i wspinaczka ☺

mapa w rękę i startujemy 





















































































Tu muszę też zwrócić uwagę na strategiczny punkt noclegowy. Większość turystów podobnie jak my zwiedza Dambulle, Sigiriya i Pollonaruve i często nocuje w Sigiriya właśnie. Jeżeli macie plan jak my niskobudżetowo poruszać się autobusami miejskimi (odcinek Dambulla - Sigiriya 40 rupii czerwony autobus państwowy, 50 rupii niebieski prywatny. Dambulla - Pollonaruva 70 lkr zatem cały transport dziś wyniósł nas 440 rupii = 8,50 zł. Warto ;) I warto też zamieszkać w Dambulli, ponieważ jadąc gdziekolwiek i tak musicie dojechać do dworca głównego tam właśnie. Zatem myślę, że lepiej jednego dnia wcześnie rano na całodzienne zwiedzanie jechać 45 minut do Sigiriya, niż za każdym razem cofać się do Dambulli. Dziś jadąc do Kandy z samego rana Indika podrzucił nas na przystanek, a ponieważ autobus już odjechał gonił go, abyśmy nie czekali na kolejny - taki dobry gospodarz z niego ;) Stąd dojechaliśmy do Dambulli właśnie i dopiero na głównym dworcu łapaliśmy autobus jak zawsze czerwony do Kandy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sa Pa miasteczko w górach niedaleko granicy z Chinami

Jedziemy do Chin!

Świątynia Świtu, straszne muzeum medyczne i food court w centrum handlowym.