20 lutego, Wylądowaliśmy w Singapurze !
Podróż LOT-em generalnie polecamy. Można by się przyczepić do paru pierdół, ale ogólne wrażenie na plus. Dwa razy zostaliśmy nakarmieni, ja opcją wegetariańską, Krystian mięsną. Do tego napoje, orzeszki, kawa lub herbata. Każdy pasażer ma do dyspozycji własny ekran sterowany pilotem, znajdujący się w fotelu pasażera siedzącego przed nim, do tego kocyk i poduszka. Perfect! Wybór filmów nawet nie zły. Kino polskie, węgierskie, rosyjskie, japońskie, klasyki filmowe, nowości, bajki, koncerty, mecze, seriale i wiele innych opcji. Co jest fajne to w prawym dolnym rogu na naszym ekranie możemy w każdej chwili sprawdzać dystans oraz czas jaki pozostał do lądowania.
Co do samego posiłku mi zaserwowano ryż z soczewicą i brokułem w wersji ciepłej, kotleciki warzywne z marchewką, bakłażanem i fasolką w wersji zimnej - co było na tyle dziwne, że zapytałam stewardesse czy mogą podgrzać? :P Niestety posiłek ten ma przeznaczenie zostać skonsumowanym w wersji chłodnej; do tego owoce, biała bułka z masłem i kiri. Opcja mięsna zawierała kurczaka, kopytka i marchewkę w wersji ciepłej, ryż z suszonymi pomidorami w wersji zimnej, ciasto, bułkę, ser, wędlinę, dwa plasterki świeżego ogórka i po oliwce zielonej i czarnej.
Pierwsze jedzenie serwowane jest po ok godzinie, może półtorej od startu, posiłek kolejny ok. 2 godzin przed lądowaniem. Na drugi posiłek czyli w zasadzie śniadanie dostałam placki ziemniaczane na szpinaku w wersji ciepłej, do tego w wersji zimnej cukinia, cos jakby rozmoknięte chipsy przypominające karton oraz niezidentyfikowane do tej pory puree posypane granatem, na zagryche bułeczka, miód i owoce. Mięsożercy w tym czasie zajadali się gnocchi z brokułem i sosem pomidorowym, prince polo i owocami.
Singapur powitał nas nie uśmiechniętymi mundurowymi, dywanami, palmami i trąbką z głośników. Trąbka była najlepsza. I dywany. Jak będziecie lecieć do Singapuru przygotujcie sobie adres gdzie znajduje się wasz nocleg. Zanim zostaniecie oficjalnie wpuszczeni do tego kraju należy wypełnić druczek gdzie wpisujemy: imię, nazwisko, nr paszportu, nr lotu, adres gdzie mamy zamiar zatrzymać się w Singapurze, na ile dni przylecieliśmy, skąd przylecieliśmy i gdzie lecimy dalej.
Z wypełnionym druczkiem ustawiamy się do kolejki przed wielkim napisem Immigration. LOT dał tu tyłka trochę, ponieważ powinni druczki te rozdać nam już w samolocie, zdecydowanie zaoszczędziłoby to czasu. Po wstukaniu nas w system, zeskanowaniu naszego paszportu, poproszeniu o odcisk kciuków, wbiciu pieczątki usłyszeliśmy "Welcome to Singapure" i udaliśmy się po odbiór bagaży. Pełni entuzjazmu odebraliśmy nasze plecaki i śpiesznym krokiem udaliśmy się w kierunku wyjścia, a tu kolejna kontrola ☺ Pan grzecznie zapytał, czy mamy coś do zgłoszenia w celu opłaty cła i poprosił, aby umieścić plecaki na taśmie skanującej.
Do Singapuru nie wolno wwozić : gumy do żucia, zapalniczek w kształcie pistoletu, tytoniu do żucia, e-papierosów, pornografii, kopii materiałów objętych prawami autorskimi - podróbek i to nam się bardzo podobało ! - narkotyków - za co grozi kara śmierci - materiałów wywrotowych i buntowniczych - w Singapurze jest zakaz gromadzenia się i protestów. Alkohol można wwieźć, ale nie więcej niż 1 l i nie podlega on cłu, ale papierosy już tak. Należy grzecznie przyznać się do ich posiadania - co Krystian uczynił - i opłacić należną państwu daninę. Celnik widząć otwarte opakowanie tytoniu pozwolił nam iść dalej. Tu od razu wspomnę, że podobnie było kiedy przylecieliśmy z Malezji. Krystian miał paczkę tytoniu i otwartą paczkę fajek i też bez problemu pozwolono mu iść bez żadnych opłat. Z innymi materiałami zakazanymi możecie zapoznać się tu.
Za ukrywanie produktów które zgłoszone być powinny grozi kara do 10.000 SGD zatem lepiej z uśmiechem pokazać, co tam nam w walizce piszczy ;) A i jeszcze w temacie nikotynowym, w Singapurze obowiązuje w bardzo wielu miejscach zakaz palenia, zatem palacze zanim podpalicie raka aby pozwolić mu zamieszkać w waszych płucach, rozejrzyjcie się czy na pewno znajdujecie się w miejscu, gdzie zrobicie to legalnie. Kara to nawet tysiąc dolców.
Kiedy w końcu odhaczyliśmy wszystkie kontrole, skanery, zapytania, opuściliśmy lotnisko i udaliśmy się na stację metra, aby dotrzeć w miejsce naszego noclegu. Pierwsze co uderzyło nas w twarz to temperatura, mimo 18.00 albo i nawet 19.00 wynosiła ponad 30 stopni ☺
Najpierw dojechaliśmy do stacji Tanah Merah i tam przesiedliśmy się na metro, które zawiozło nas do stacji Kallang. Hotel nasz znajdował się w dzielnicy Geylang, dość popularnej wśród turystów ze względu na tanie noclegi - oczywiście jak na Singapur - a bardzo komfortowe.
To co zauważycie w wielu hotelach w Singapurze to oszczędność w metrażu, czyli pokoje są maleńkie, a w łazience można w tym samym czasie korzystać z toalety, brać prysznic i myć zęby nad umywalką :D
Spanie w Hotel 81 Orchid wyniosło nas 139 SGD i miejsce to zdecydowanie polecam. Korzystając z tego linku ja i wy dostajemy prowizję od booking.com.
Połączenie z lotniskiem czy centrum miasta bezproblemowe dzięki bliskiej stacji metra, główna ulica dosłownie za rogiem, a wzdłuż niej pełno knajpek z kuchnią indyjską, chińską, tajską zatem od razu po zameldowaniu i prysznicu udaliśmy się na kolację. Na pierwsze poznanie kulinarne Azji poszła :
Masala Paratha - to naleśnik z mąki pszennej razowej z farszem masala czyli papka z ziemniaka, groszku i curry. Do tego sosy daal (ten jaśniejszy) czyli soczewica i czerwony niezidentyfikoway, ale ostry.
Masala Dosai - dosai to mega cieniutki naleśnik z mąki z soczewicy w tym wydaniu również z farszem z papki ziemniaczanej z groszkiem i curry (od 1 dnia to był mój hit ) do tego zaserwowane 4 sosy, daal, ostry chilli, czosnek na bazie jogurtu/mleka (?) i
chutney z papryki. Wszystkie sosy ostre jak diabli :P
Popiah plus samosa set - popiah to coś jak spring rollsy czyli japońskie sajgonki, warzywa w tym wypadku zawinięte w papier ryżowy i wrzucone na głęboki olej. Samosy to pierożki indyjskie z farszem warzywnym i curry. Do tego podane było coś przypominające ketchup ble - zły pomysł.
Do picia Teh Tarik. Czyli herbata ze skondensowanym mlekiem i cukrem. Cała sztuka polega, aby przelewać ją dużą ilość razy ze szklanki do szklanki w celu uzyskania charakterystycznej pianki. Teh Tarik podaje się na ciepło, ale najlepszy naszym zdaniem jest z lodem.
Najedzeni, obadaliśmy okolicę i czas spać.
Jutro zwiedzamy Singapur !
Pierwsze jedzenie serwowane jest po ok godzinie, może półtorej od startu, posiłek kolejny ok. 2 godzin przed lądowaniem. Na drugi posiłek czyli w zasadzie śniadanie dostałam placki ziemniaczane na szpinaku w wersji ciepłej, do tego w wersji zimnej cukinia, cos jakby rozmoknięte chipsy przypominające karton oraz niezidentyfikowane do tej pory puree posypane granatem, na zagryche bułeczka, miód i owoce. Mięsożercy w tym czasie zajadali się gnocchi z brokułem i sosem pomidorowym, prince polo i owocami.
![]() |
| podekscytowani przed odlotem, na lotnisku Chopina |
![]() |
Z wypełnionym druczkiem ustawiamy się do kolejki przed wielkim napisem Immigration. LOT dał tu tyłka trochę, ponieważ powinni druczki te rozdać nam już w samolocie, zdecydowanie zaoszczędziłoby to czasu. Po wstukaniu nas w system, zeskanowaniu naszego paszportu, poproszeniu o odcisk kciuków, wbiciu pieczątki usłyszeliśmy "Welcome to Singapure" i udaliśmy się po odbiór bagaży. Pełni entuzjazmu odebraliśmy nasze plecaki i śpiesznym krokiem udaliśmy się w kierunku wyjścia, a tu kolejna kontrola ☺ Pan grzecznie zapytał, czy mamy coś do zgłoszenia w celu opłaty cła i poprosił, aby umieścić plecaki na taśmie skanującej.
Do Singapuru nie wolno wwozić : gumy do żucia, zapalniczek w kształcie pistoletu, tytoniu do żucia, e-papierosów, pornografii, kopii materiałów objętych prawami autorskimi - podróbek i to nam się bardzo podobało ! - narkotyków - za co grozi kara śmierci - materiałów wywrotowych i buntowniczych - w Singapurze jest zakaz gromadzenia się i protestów. Alkohol można wwieźć, ale nie więcej niż 1 l i nie podlega on cłu, ale papierosy już tak. Należy grzecznie przyznać się do ich posiadania - co Krystian uczynił - i opłacić należną państwu daninę. Celnik widząć otwarte opakowanie tytoniu pozwolił nam iść dalej. Tu od razu wspomnę, że podobnie było kiedy przylecieliśmy z Malezji. Krystian miał paczkę tytoniu i otwartą paczkę fajek i też bez problemu pozwolono mu iść bez żadnych opłat. Z innymi materiałami zakazanymi możecie zapoznać się tu.
Za ukrywanie produktów które zgłoszone być powinny grozi kara do 10.000 SGD zatem lepiej z uśmiechem pokazać, co tam nam w walizce piszczy ;) A i jeszcze w temacie nikotynowym, w Singapurze obowiązuje w bardzo wielu miejscach zakaz palenia, zatem palacze zanim podpalicie raka aby pozwolić mu zamieszkać w waszych płucach, rozejrzyjcie się czy na pewno znajdujecie się w miejscu, gdzie zrobicie to legalnie. Kara to nawet tysiąc dolców.
Kiedy w końcu odhaczyliśmy wszystkie kontrole, skanery, zapytania, opuściliśmy lotnisko i udaliśmy się na stację metra, aby dotrzeć w miejsce naszego noclegu. Pierwsze co uderzyło nas w twarz to temperatura, mimo 18.00 albo i nawet 19.00 wynosiła ponad 30 stopni ☺
Najpierw dojechaliśmy do stacji Tanah Merah i tam przesiedliśmy się na metro, które zawiozło nas do stacji Kallang. Hotel nasz znajdował się w dzielnicy Geylang, dość popularnej wśród turystów ze względu na tanie noclegi - oczywiście jak na Singapur - a bardzo komfortowe.
![]() |
| nasz hotel |
Spanie w Hotel 81 Orchid wyniosło nas 139 SGD i miejsce to zdecydowanie polecam. Korzystając z tego linku ja i wy dostajemy prowizję od booking.com.
Połączenie z lotniskiem czy centrum miasta bezproblemowe dzięki bliskiej stacji metra, główna ulica dosłownie za rogiem, a wzdłuż niej pełno knajpek z kuchnią indyjską, chińską, tajską zatem od razu po zameldowaniu i prysznicu udaliśmy się na kolację. Na pierwsze poznanie kulinarne Azji poszła :
![]() |
| masala paratha |
![]() |
| masala dosai |
![]() |
| popiah i samosy |
Masala Dosai - dosai to mega cieniutki naleśnik z mąki z soczewicy w tym wydaniu również z farszem z papki ziemniaczanej z groszkiem i curry (od 1 dnia to był mój hit ) do tego zaserwowane 4 sosy, daal, ostry chilli, czosnek na bazie jogurtu/mleka (?) i
chutney z papryki. Wszystkie sosy ostre jak diabli :P
Popiah plus samosa set - popiah to coś jak spring rollsy czyli japońskie sajgonki, warzywa w tym wypadku zawinięte w papier ryżowy i wrzucone na głęboki olej. Samosy to pierożki indyjskie z farszem warzywnym i curry. Do tego podane było coś przypominające ketchup ble - zły pomysł.
Do picia Teh Tarik. Czyli herbata ze skondensowanym mlekiem i cukrem. Cała sztuka polega, aby przelewać ją dużą ilość razy ze szklanki do szklanki w celu uzyskania charakterystycznej pianki. Teh Tarik podaje się na ciepło, ale najlepszy naszym zdaniem jest z lodem.
Najedzeni, obadaliśmy okolicę i czas spać.
Jutro zwiedzamy Singapur !









Komentarze
Prześlij komentarz