22 lutego 2019, opuszczamy Singapur i ruszamy do Melaki.
Opuściliśmy dziś Singapur.
Podróż dała nam trochę w kość. Kolejna kiepska noc - jet lag póki co skutecznie podróżuje razem z nami - mało snu, temperatura, zmęczenie. Modyfikujemy plan o dłuższy postój w Melace. Zamiast 2 dni zostaniemy 3. Musimy odpocząć, wyspać się i naładować baterie.
Podróż dzisiejsza mnoga autobusowo. Cztery autobusy, a wcześniej jeszcze metro, którym dojechaliśmy do stacji Woodlands będącej przy samej granicy. Tu złapaliśmy autobus nr 95 do Johor Bahru znajdujący się już w Malezji. Zanim nas tam zawiózł wysadził przy odprawie paszportowej jeszcze po stronie singapurskiej. W przeciwieństwie do powitania, żegnano nas z dużymi uśmiechami i zapytaniami o samopoczucie. Szybki bieg na kolejny autobus i jedziemy do następnego punktu kontroli tym razem malezyjskiego. Sznur samochodów, motocykle, autobusy na szczęście tempo dość dobre i jakieś 10 minut później byliśmy już przy wielkich bramkach kontroli paszportowej. Ogromna hala, kilka stanowisk i długie kolejki. Tu też pozytywne zaskoczenie. Szybkie sprawdzenie nas w systemie, tradycyjnie już odciski palców tym razem wskazujące palce (w Singapurze kciuki) pieczątki i witamy w Malezji ☺ Od razu wymieniliśmy dolce na ringity. 1 myr czyli ringit to ok 0,92 zł. Zakupiliśmy kartę do telefonu z internetem 5 gb 47 myr. Po drodze punkt informacji turystycznej w celu zdobycia map i dalej w drogę.
Kolejne zadanie to autobus od Melaki.
Pokierowano nas do busa 170. Kierowca na zapytanie czy jedzie do Melaki odpowiedział, że tak. Potem okazało się, że jednak nie i dowozi nas tylko do głównego centralnego dworca skąd autobusy jeżdżą w każdym kierunku kraju. Tu już widać było różnicę między Singapurem a Malezją. Kierowca nie mówił po angielsku. Mieliśmy zapłacić 4 myr, mieliśmy 3 drobne i całe 50. Nie miał wydać więc wziął 3, ale nie dostaliśmy biletu. Nie szło się kompletnie dogadać. Kazał nam siadać, no to siadamy i zobaczymy co dalej.
Dojechaliśmy do dworca głównego. Z zewnątrz wyglądał dość nowocześnie. Dużo stanowisk, ładne autobusy, ale po wejściu do środka czar prysł. Jak w latach 90 w Polsce. Misz masz kompletny. Wszystko stare, średnio zadbane, architekt miejski płakał jak tu miał przesiadkę. Chaos. Ludzie nas zaczepiali nie do końca wiedzieliśmy o co im chodzi, a Ci nie potrafiąc wyjaśnić szli dalej. Jedna z dziewczyn jadąca z nami wcześniejszym busem wytłumaczyła całą instrukcję poruszania się i zakupu biletu do dalszej drogi. 43 myr tyle kosztowały nas 2 bilety expresem do Melaki. 20 minut i siedzieliśmy w środku. Miejcie pod ręką paszporty, będą potrzebne do zakupu biletu.
Miejsca numerowane, sporo przestrzeni na nogi i dość szerokie siedzenia do tego rozkładane do prawie leżącej pozycji. O czym przekonałam się kiedy pan przede mną postanowił się kimnąć. Klimatyzacja powala. Ale o tym akurat czytałam zatem bluza z kapturem lub chusta obowiązkowa. Za oknem zielono. Cały horyzont gęstej zieleni i palm. Pięknie!
Dojechaliśmy do Melaki i tu moi drodzy powaliło nas na kolana - temperatura. Singapur czy Majorka przy tym to lekkie ciepło. Wręcz chłodek. Było tak masakrycznie gorąco, że ja ciepło aż przesadnie lubiąca stwierdzam, że to przesada. Odczuwalna temperatura to jakieś 40 stopni jak nie więcej. Dworzec też cofnął nas w czasie i to znacznie, za to ceny wywołały uśmiech na twarzy. Np. kawa 1 myr. Za to pierwsze co powiedział Krystian jak wyszedł z toalety to "wracamy do Singapuru" :D. Różnica widoczna znacznie na każdym kroku. Singapur jest jak europejski kraj, a prawdziwa Azja dopiero się zaczyna.
Miła pani z informacji podpowiedziała w który pojazd wsiąść i za chwilę już siedzieliśmy w autobusie miejskim nr 17 i za całe 3 ringity byliśmy w drodze do naszego hotelu. Klima, miły i pomocny Pan kierowca nastroiło nas pozytywnie.
Explorer Hotel w którym się zatrzymaliśmy znajdował się w samym centrum Melaki. Pokój malutki, ale czysty z prywatną łazienką i klimatyzacją. Za 3 noce zapłaciliśmy 198 myr czyli jakieś 182 zł. Do tego doszedł podatek 10 myr za noc co dziwne skasowano nas nie za pokój, a za osobę, zatem extra 60 myr musieliśmy oddać. Wzięto też od nas depozyt 50 myr. Korzystając z tego linku ja i wy dostajemy prowizję od booking.com.
Po zameldowaniu i odświeżeniu poszliśmy na krótki spacer obadać okolice i coś zjeść. Krótki, nie było nas 4 godziny. Wrażenia opiszę wam jutro. Generalnie są one spore, ale muszę je skonfrontować z nowym dniem i mniejszym zmęczeniem.
![]() |
| nasz hotel, zdjęcie z booking.com |
![]() |
| makaron z kiełkami i sosem sojowym, 5 myr |
![]() |
| tak gorąco... |





Komentarze
Prześlij komentarz