26 lutego, Zakochałam się w George Town !



Wydaję mi się, że George Town albo się pokocha albo znienawidzi.
Niewyobrażalny ruch uliczny, spaliny, chaos, okrutnie wysoka temperatura (35 stopni dziś w cieniu), a to wszystko przemieszane z architekturą kolonialną pozostałą po Anglikach, zapachami kuchni azjatyckiej: chińskiej, hinduskiej, wietnamskiej, tajskiej, których stoisk jest tu niezliczona ilość.

Muzyka dobiegająca zewsząd i świątynie. To urzeka mnie chyba najbardziej.
Pomieszanie kultur i wyznań tak wielu na tak małym terenie i w tak pięknej harmonii ❤ Ten fragment najbardziej bym chciała ze sobą zabrać do Polski.

Miasto jest intensywne, wyraźne, kolorowe, ale widać też w zakamarkach dużą biedę. Kiedy skręci się w boczne uliczki poza centrum turystycznym emocje zmieniają biegun na przeciwny.
Ludzie do tej pory spotkani byli bardzo przyjacielscy. Otwarci, uśmiechnięci, pomocni, często bezinteresownie opowiadający o mieście i wskazujący nam drogę.
Dobra rekompensata za pokój bez okna :P




Ponad stu letnia osada z domkami na drewnianych palach. Każda przystań nosi nazwę od nazwiska chińskiego klanu, który tu mieszka.


Klan Jetty jest mocno otwarty na turystów, można długim chodnikiem dojść do samego morza, zobaczyć jak żyją na co dzień jego mieszkańcy, zakupić pamiątki czy przekąsić coś w małych straganach tu prowadzonych. 




wejście do naszego hostelu








zwiedzanie meczetu Kapitan Kling 



wege szama w indyjskiej restauracji  - mega pyszności


Świątynia Yap Kongsi


Świątynia Yap Kongsi




Sour-sweet lassi i herbara imbirowa z lodem 


wegetariański bufet :) 









pierożki z jajkiem i porem


kaczka 


tofu


kokosowy shake - mistrz ! 




Ban Jian Kuih. Naleśniki - pychotka




Desery 




kolejka do zdjęcia z muralem






falafele, humus i syryjski placek






żabie udka











Z pewnością jedną z ciekawszych atrakcji miasta jest sztuka uliczna zapoczątkowana w 2012 roku przez litewskiego artystę Ernesta Zacharevica. Podczas George Town Festival popełnił on murale, które miały ożywić niektóre budynki w mieście nawiązując do historii wyspy oraz jego mieszkańców.
Zaczęło się od paru malunków, obecnie jest ich ponad sto! Chyba nikt nie spodziewał się, takiego sukcesu! Aktualnie szukanie obrazków, a jest ich wszędzie pełno, stało się punktem obowiązkowym każdego turysty. Można nawet dostać mapkę z zaznaczonymi miejscami lub samodzielnie pokonywać kolejne ulice w znajdywaniu dzieł.
Niestety wiele z nich jest już wyblakłych lub totalnie startych. Mogę też z dumą napisać, że znajduje się tam też akcent nasz lokalny - mural słupszczanina Irka Jasutowicza Tankpetrol :) 




























Słupsk w Malezji ;) 




















































Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sa Pa miasteczko w górach niedaleko granicy z Chinami

Jedziemy do Chin!

Świątynia Świtu, straszne muzeum medyczne i food court w centrum handlowym.