Pakowanie, finanse, organizacja. Aktualizacja 31.05.2020




Jak się spakować na prawie dwa miesiące, kiedy leci się po raz pierwszy w życiu na inny kontynent i kompletnie nie wiadomo co nas czeka?
Teraz z perspektywy czasu wiem, że wzięłam zdecydowanie za dużo rzeczy i kolejna podróż będzie gabarytowo mniejsza. Pamiętajcie, wszystko można zakupić na miejscu. Azja to nie Mars ani Jowisz zatem jeżeli podróż Wasza będzie obfita w przemieszczanie się, ograniczcie zawartość plecaka do minimum.

Poniżej wskazówki, co spakować, czego nie pakować, co kupić w Polsce, a co lepiej na miejscu w Azji. Ile kosztują wizy, gdzie je potrzebujecie, ile kosztowały nasze hotele, no i ile wydaliśmy na pierwszą podróż 2 miesięczną i drugą pięciomiesięczną.  



Edit 31.05.2020 Dopisanie informacji po powrocie z 5 miesięcznej wyprawy.

Co uważam za istotne to:

- garderoba

w Malezji bez problemu można skorzystać z pralni, są one samoobsługowe często otwarte 24 h, średni koszt prania do 14 kg to 5-8 myr (przelicznik 0,92 gr to 1 ringit, zatem idąc na łatwiznę liczcie 1 zł)
W Sri Lance bez problemu pranie zrobią gospodarze u których nocujecie, płaciliśmy 350 rupii (7 zł), drugim razem 500 rupii (10 zł)
W Tajlandii pralki na ulicy spotkacie co parę metrów i już od 20 THB!!! (2,40) zrobicie pranie. Pod względem czystych ubrań Tajlandia była najbardziej przyjaznym krajem.
W Kambodży, Wietnamie, Laosie i Birmie pranie robiliśmy sami ręcznie, ale w każdym hotelu/hostelu była opcja za dopłatą je zrobić. My z racji budżetu nie korzystaliśmy. Popularne są tam małe opakowania niemalże wszystkiego, w tym proszku do prania. Zatem zabezpieczeni w torebkę wielkości małych chipsów z proszkiem, robiliśmy pranie w hotelowym zlewie 💪 Kiedy zabraknie Wam jakiegoś odzienia polecam zakupić na miejscu. Ciuchy są tanie, a wiele indyjskich tunik, sukienek, spodni w intensywne kolory będzie super pamiątką z Azji. No i więcej miejsca w plecaku oznacza więcej pamiątek 😉

A jak w temacie odzieży jesteśmy, na pewno bardziej polecam długie, lekkie, luźne, przewiewne spodnie niż zbyt krótkie i opięte. Raz, że dobrze uszanować kulturę i jak sami zauważycie jedynymi zbyt rozebranymi kobietami są tam turystki, zwracające tym uwagę otoczenia, a dwa, że jest to dobra ochrona przed słońcem, które często dawało się odczuć aż za bardzo. Parę koszulek, do tego jakaś przewiewna sukienka zasłaniająca kolana i ramiona - strategia wchodzenia do świątyń - strój kąpielowy; chusta którą ja zawsze miałam przy sobie, raz że chroniłam głowę przed słońcem, a dwa, że kiedy było trzeba wejść do meczetu czy innej świątyni, a miałam odsłonięte ramiona bez problemu chowałam je pod nią; buty lekkie sandały, najlepiej trekkingowe - moje sprawdziły się rewelacyjnie. Miałam też kryte adidasy w których leciałam i takie obuwie sprawdzi się wszędzie, gdzie planujecie się wspinać lub chodzić po dżungli. Z racji, że lecieliśmy w lutym miałam też na sobie bluzę - która owszem przydała się w Cameron Highlands w Malezji i w autobusach z klimą zbyt intensywną - oraz kurtkę trekkingową kompletnie zbędną.

Jeżeli wybieracie się na północ Wietnamu albo na Płaskowyż Bolaven w Laosie bluza i kurtka się przyda. Ba! Ja miałam nawet czapkę, w której spałam i myślę, że uratowała mnie ona przed chorobą. Kiedy w dzień jest słońce i ponad 20 stopni, a wieczorem i w nocy 10 albo i mniej, a pokoje hotelowe są nieogrzewane o chorobę nietrudno.    

- apteczka

Zapakowaliśmy pół apteczki i tyle samo przywieźliśmy z powrotem. Na szczęście nic, no może poza maścią na ugryzienia jak zapomnieliśmy użyć muggi nam się nie przydało. Żadnych rewolucji jelito-żołądkowych o których tyle czytałam nie było, a stołowaliśmy się tylko "na ulicy".
W Singapurze i Malezji wszędzie gdzie byliśmy dostęp do apteki czy drogerii, gdzie leki, środki opatrunkowe itp. można zakupić, był bezproblemowy. Na Sri Lance w miastach też, owszem na wsiach może być problem, aby nabyć potrzebny specyfik na już.
W kolejną wyprawę zabraliśmy tak samo pojemną apteczkę i niestety jej zawartość już bardziej nam się przydała.
Krystian zaliczył zatrucie pokarmowe, a ja parę razy czułam się na granicy biegunkowej, zatem wolałam jakiś stoperan czy inny węgiel łyknąć, szczególnie kiedy na kolejny dzień w planie był dłuższy transport. Tu też ważną rolę odegrały elektrolity. Jeżeli nie będziecie ich mieli, a złapie Was zatrucie pijcie dużo świeżej wody z koksa. O kokos akurat w Azji nietrudno 🥥
Poza tym leki przeciwgorączkowe znalazły swój moment, kiedy przebywaliśmy na północy Wietnamu, gdzie było zimno i mocno się przeziębiliśmy.
Nadal polecam zabierać z Polski maści na ugryzienia, my mieliśmy zwykły Fenistil, a życie ratował co chwila.
Co do dostępności aptek, to wszędzie bez problemu są one osiągalne, co najwyżej w wioskach kambodżańskich, laotańskich czy birmańskich może być problem, aby zdobyć coś na już.
Jeżeli planujecie poruszanie się skuterem, rowerem polecam mieć ze sobą plastry czy inne opatrunkowe gadżety. O glebę nietrudno :) Oprócz tego mieliśmy leki przeciwbólowe i na wszelki wypadek zbędne tabletki do uzdatniania wody.

- komary

Na komary i dengę, którą straszą i przed którą często ostrzegają plakatami wiszącymi w różnych miejscach, używaliśmy Muggi 50% deet, polecam zdecydowanie. 

- opalanie i słońce w ogóle


Krem do opalania polecam najmocniejszy jaki uda wam się zakupić, my mieliśmy SPF 50, używaliśmy codziennie, wszędzie,
 a i tak nabawiłam się oparzenia na lewej ręce, które zafundowało mi całodzienny pobyt w pokoju. Polecam też kupić go w Polsce - ja trafiłam w aptece w koszu na promocji za jakieś 12 zł - te które widzieliśmy w drogeriach w Azji były dość drogie, a na pewno droższe niż cena regularna w PL.
O ile temperatura w Singapurze wydawała się być gorącem i tropikiem, to dla mnie wjazd do Malezji pokazał co to jest tropik. Laser jaki atakował nas każdego dnia z nieba nie ma określeń, aby go opisać. Zatem kapelusz, czapka, chusta obojętnie co chroniące głowę i lekkie przewiewne ubrania, które i tak po chwili będą całe mokre. W Sri Lance podobnych upałów doświadczyliśmy na południu, szczególnie w Tangalle.

W Tajlandii, Birmie, Laosie, Kambodży i Wietnamie specyfiki chroniące nas przed słońcem, były tak samo drogie. Owszem spotykałam ichne naturalne wyroby z aloesu lub kokosa, które cenowo wypadały atrakcyjnie.

Zdecydowanie polecam zabrać coś antysłonecznego z domu. Nie lekceważcie słońca! Temperatura w Azji i świecące słońce są zupełnie inne niż znamy z lata w Polsce. Uczucie piekarnika to standard. Zasłaniajcie głowę i dużo pijcie. Udar słoneczny jest na wyciągnięcie ręki.    


- szczepienia

Nie szczepiliśmy się przed wyjazdem, raz że szczepienia wymagane nie są, owszem zalecane, dwa, że było już trochę za mało czasu - 5 tygodni przed wylotem kupiliśmy bilety. Czy się szczepić ? Decyzję tą pozostawiam każdemu z was.


Przed kolejnym wyjazdem również szczepień nie wykonaliśmy. Trochę też dlatego, że mimo brzmiących atrakcyjnie nazw jak Birma czy Laos, co w niektórych wyobraźniach przedstawia cały zestaw chorobowy, nasze ścieżki były mocno turystyczne, a zatem bezpieczne. Nie spaliśmy w dżungli, nie piliśmy wody z niewiadomego źródła - tylko butelkowa - jedliśmy w miejscach wyglądających bezpiecznie. Szlaki nasze w niemalże całości były przetarte turystycznym butem. Mieszkaliśmy w hotelach z całym zapleczem sanitarnym. 

Aczkolwiek, mamy w głowie i sercu kolejną wyprawę i przed nią już pakiet szczepień planujemy.

- wiza

Do Malezji i Singapuru jeżeli pobyt wasz nie będzie trwał dłużej niż 90 dni nie jest potrzebna, do Sri Lanki można za 35 dolarów amerykańskich zamówić ją przez internet - LINK - czas oczekiwania kilka minut, jak nie przychodzi sprawdźcie folder spam, można ją też wyrobić na lotnisku koszt 40 $, ale szkoda niepotrzebnie tracić czas. Wiza lankijska ważna jest 30 dni. Mieliśmy ją wydrukowaną, ale okazała się nieprzydatna - mieli nas już w systemie.

Sri Lanka od grudnia 2019 roku zniosła wizy dla Polaków, zatem sprawdzajcie na stronie ambasady informację czy stan taki cały czas obowiązuje. 

Do Tajlandii do 30 dni pobyt dla obywateli RP jest bezpłatny, powyżej tego czasu wizę musimy nabyć. Możemy też w ciągu roku do Tajlandii dwa razy wejść przejściem lądowym lub morskim, natomiast drogą lotniczą liczba ta jest dowolna. Czyli jeżeli skończy wam się darmowa wiza 30 dniowa, możecie wsiąść w pociąg pojechać do Malezji, po czym po paru godzinach wrócić. 
Do Birmy wiza kosztuje 50$ i jest ważna 28 dni, co jest wydatkiem niemałym, ale wierzcie mi wartym! Możecie ją uzyskać na lotnisku lub co polecam najmocniej zamówić przez internet. Zajmuje to parę minut, a po paru godzinach już  mogliśmy ją drukować. Często spotykam się również z wyrabianiem jej w ambasadzie w Bangkoku, ale co ciekawe koszt jest wyższy, a inwestycja czasu kompletnie zbędna. Link 
TUTAJ  
Podobnie wizę wyrabialiśmy do Wietnamu i Kambodży. 

Wiza do Wietnamu kosztowała nas 25$ za osobę i wyrobiliśmy ją TUTAJ, pozwala ona na 30 dniowy pobyt. Należy wpisać w niej przejścia, którymi chcemy wejść do kraju i go opuścić. UWAGA! Sprawdźcie dokładnie wszystkie dane, w razie pomyłki dostaniecie odmowę, a aby złożyć kolejny wniosek będzie trzeba zapłacić kolejne dolary.
Do Kambodży za wizę zapłaciliśmy 30$ i podobnie jak w Wietnamie możecie cieszyć się tu pobytem 30 dniowym. Link TUTAJ.
We wniosku musicie wpisać przejścia graniczne i mieć ją wydrukowaną w dwóch egzemplarzach. 

Niestety do Laosu w przypadku przejść lądowych nie ma możliwości wcześniejszego zakupy wizy i należy zrobić to z przebojami na granicy. Kosztuje ona dla Polaków 30$, ale zostaniecie poproszeni - i to są te przeboje - o dopłatę w wysokości dolara lub dwóch, a nawet pięciu - zależy to od osoby siedzącej w okienku - a powód może być różny; późna godzina, brak książeczki zdrowia (której nie potrzebujecie), za wysoka temperatura ciała, za niska, brak czegoś co celnik akurat wymyśli, aby wyciągnąć od was extra kasę. Ja nie płaciłam i tak się da, ale to opiszę w osobnym odcinku na blogu.
Jeżeli przylatujecie do Laosu bądź przekraczacie granicę Mostem Przyjaźni z Tajlandią w Vientiane wizę wyrobicie 
TUTAJ.

UWAGA! 

Zawsze przed złożeniem wniosku upewnijcie się, że jesteście na oficjalnej stronie wizowej danego kraju. Często w wyszukiwarce pod adresami bardzo podobnymi wyskakują dobrze wypozycjonowane strony agencji, gdzie ceny za wizy są nawet kilkukrotnie wyższe! 
 

 Inne istotne

- grzałka i dwa kubki, to był strzał w 10. Nie zawsze w pokoju jest czajnik, a jak wiadomo nie ma nic lepszego niż poranek z kubkiem świeżo zaparzonej kawy. Poza tym będąc w długiej podróży, kiedy pomnożycie sobie dwie albo i cztery kawy dziennie przez powiedzmy 130 dni wychodzi niezła sumka 😉
W Kambodży zakupiliśmy do tego zestawu miski, z których w momentach kryzysu jedliśmy zupki chińskie. Przyjechały one nawet z nami do domu do Polski 😉

- ręczniki i prześcieradło. Czytałam, że nie zawsze w miejscach do spania mogą być dostępne i na nasze jakieś 14 noclegów przy pierwszej podróży, raz zdarzyło się, że nie było. Zresztą jak nie przydadzą się w pokoju zawsze można zabrać na plażę.

W Laosie w czasie ostatniego wyjazdu raz zdarzyło nam się spać w pokoju, no mówiąc delikatnie spartańskim i łóżko jakoś bardziej zniechęcało niż zapraszało na spokojny sen. Zatem prześcieradło i ręcznik pod głowę na poduszkę był strzałem w 10!

W Azji są inne gniazdka zatem bez adaptera nie podłączycie nic do prądu. Koszt adapteru zakupionego w Polsce wyniósł nas 8 zł, w Malezji 2 myr, zatem jak zapomnicie przed wyjazdem nie martwcie się, na miejscu taniej, w końcu chyba tam je produkują? 😉
W Tajlandii, Wietnamie, Laosie, Birmie i Kambodży praktycznie problemów z kontaktami nie było.

Jak jesteśmy w temacie gniazdek polecam Wam też zabrać ładowarkę sieciową z wejściem na parę portów USB. Zdarza się, że w pokoju jest 1 gniazdko, a jak wiadomo kolejka do ładowania długa, zatem bez problemu wszystko podłączycie i na rano będzie gotowe.

Wzięliśmy też ksera paszportów, potwierdzenia bookingow - te które już mieliśmy zarezerwowane - większość jednak szukaliśmy na bieżąco; potwierdzenia lotów. Oprócz wersji elektronicznych zabezpieczyliśmy się wersjami papierowymi.

- maps me - świetny wynalazek i polecam wszystkim ściągnąć sobie mapy wszystkich krajów, gdzie planujecie być. Mapy działają bez konieczności posiadania internetu w telefonie. Kartę z internetem mieliśmy w Malezji i w Sri Lance, w Singapurze z racji krótkiego postoju nie miało to sensu i wtedy właśnie maps me sprawdził się idealnie.
W czasie naszej ostatniej podróży dzięki mapom tym nigdzie nie kupowaliśmy karty sim z internetem. Okazało się, że w hotelach, restauracjach, a nawet autobusach i dworcach WiFi jest na tyle dobre, że wszystko co musimy załatwić online tam załatwialiśmy, a na zewnątrz mapy te działały na tyle super, że udało się zaoszczędzić kasę.  

- finanse

W pierwszej wyprawie każdy z krajów podzieliliśmy sobie na budżety. I tak na Singapur przeznaczone mieliśmy 100 dolarów amerykańskich co dało nam jakieś 140 dolarów singapurskich. Hotel opłaciliśmy osobno kartą master card do konta walutowego w dolcach - 139$ singapurskich. (1 dolar singapurski to ok 2,81 zł). Też polecam na dłuższy pobyt konto walutowe i do niego kartę, unikacie prowizji za podwójne przewalutowania.
Na Malezję mieliśmy 700 dolców co dało nam ok 2900 MYR czyli ok. 138 Myr na dzień pobytu - ok. 126 zł. (1 ringgit to ok 0,92 zł)
Sri Lanka 1100 dolarów czyli ok. 196 tyś. rupii co daje ok 8100 rupii na dzień - ok 157 zł. (1 rupia lankijska to 0,02 gr, zatem najprościej 100 rupii to 2 zł).
Co zabawne Sri Lanka była najtańszym krajem zatem budżet mógłby być zdecydowanie niższy 😀
Za nocleg za dobę za dwie osoby założyliśmy wydać do 60 zł. Oczywiście nie bierzemy tu pod uwagę Singapuru 😀 Raz się udało, raz przekroczyliśmy, a innym razem udało się znaleźć poniżej.
Z pewnością, gdybym zaakceptowała fakt nie posiadania łazienki w pokoju było by znacznie taniej 🙈
Czy to dużo czy mało? Dla jednego będzie mało, dla drugiego dużo. Dla nas było wystarczająco. Na nic nie brakowało, głodni nie chodziliśmy, a nawet przesadziliśmy z ilością pokarmów, ale jak będąc w Malezji nie jeść za dwóch? Nie żałowaliśmy sobie także wejść do muzeów czy innych atrakcji turystycznych - te szczególnie na Sri Lance tanie nie były. To, co w kwestii finansów nas zaskoczyło, to podatek miejski w Malezji 10 myr od pokoju płacony za każdą dobę pobytu. Raz policzono nas za pokój, raz za osobę, zatem mieliśmy nieprzewidywalny extra koszt ok. 300 ryngitów. 
Dodając do budżetów dziennych koszt przelotów (za dwie osoby 3 loty ok 6 tyś. złotych), ubezpieczenie w Warcie, całość wyniosła nas ok 15 000 złotych.

Z pewnością mogę napisać, że dałoby radę odbyć tą podróż zdecydowanie taniej. Nie ukrywam, że warunkiem noclegu była u mnie łazienka w pokoju, a w niektórych miejscach także klimatyzacja. Jeżeli nie macie takich wymagań i możecie jeść codziennie ryż, myślę, że w 12-12,5 tysiącach da radę się zamknąć na luzie. Oczywiście kwoty które podaję, są to wyliczenia za komplet czyli parę. I też co istotne, jedyny transport z którego korzystaliśmy to miejski, z pojedynczymi przypadkami graba w Malezji czy tuk-tuka na Sri Lance. Poza tym tylko metro i autobusy.
Czytałam też o budżetach znacznie wyższych i oczywiście jeżeli macie nadmiar gotówki to jest ją na co wydawać, bo restauracji, galerii handlowych i innych diabelskich pokus nie brakuje, a dla amatorów alkoholu nadwyżka finansów zdecydowanie się przyda. Alkohol np. w Malezji jest bardzo drogi. Przykładowo w hawker centre, czyli miejscu gdzie pod dachem mamy kilkadziesiąt, a nawet kilkaset stoisk z przeróżnymi budkami, gdzie serwują nam jedzenie, obiad kosztuje średnio 6-8 myr czyli 6-8zł, a piwo duży koncernowy Tiger 0,66 12-14 myr 12-14zł.

Edit 31.05.2020 Dopisanie informacji po powrocie z 5 miesięcznej wyprawy. 


Bogatsi o doświadczenie wyprawy poprzedniej, planowanie odbytej między 31 sierpnia 2019, a 25 stycznia 2020 o ile logistycznie bywało trudne - tak, wiem, nie da się zobaczyć wszystkiego - to finansowo poszło jak z płatka. 

Wiedzieliśmy już jak tanio można się najeść, jak transportować się w kolejne destynacje, a hotele do 12-14$ za parę za noc były jak najbardziej realne. 
Zatem postanowiliśmy, że nasz dzienny budżet wynosił będzie 120 zł za dzień, a dzięki temu podróż nasza będzie mogła trwać dłużej. 

Zdecydowanie bardziej zależało nam na rozciągnięciu czasu niż wygodach i komforcie.  

Bilety lotnicze Warszawa - Bangkok zakupione ok 2,5 miesiąca wcześniej, kosztowały 3809,99 zł dla dwóch osób w dwie strony. 
Jeden lot wewnętrzny Rangun - Hanoi dla dwóch osób 514,48 zł. Do tego jeszcze doliczyć należy bilety Słupsk-Warszawa i z powrotem 286 zł
Ubezpieczenie wybraliśmy w Planecie Młodych, mimo, że super młodzi nie jesteśmy 😉 na rok czasu - na taki okres ubezpieczenia w tej firmie działają - za naszą dwójkę zapłaciliśmy 1212,70. Tak, obejmowało ono wszystkie kraje do których jechaliśmy, nawet w cenie było ubezpieczenie bagażu i ubezpieczenie na wypadek ataku terrorystycznego. 
Poprzednim razem jak wróciliśmy z Sri Lanki do Polski, dokładnie po tygodniu doszło tam do zamachów. 

Wizy - 1060,80 zł. Ceny wiz powyżej. 

Tajlandia - 40 dni, 1746$ czyli 6809,40. 

W cenie tej są noclegi, transport, wyżywienie, atrakcje, prezenty i inne duperele. 

Lista miejsc noclegowych z których korzystaliśmy w Tajlandii:

- Pierwszy nocleg w Bangkoku zarezerwowaliśmy na Airbnb. Z racji, że nie miałam tam wcześniej konta, dostałam środki za zapisanie się i ośmiodniowy pobyt wyniósł nas 468 zł,/58,5 za noc. 
Niestety nie ma aktualnie w ofercie dokładnie naszego mieszkania, ale wklejam link do Pani właścicielki, może wpadnie Wam inne mieszkanie od niej, lub pojawi się nasz apartament:
https://www.airbnb.pl/users/show/49591950fbclid=IwAR3mbkjTEZMp5l7kmNbtnnuDbG5I8QTQCCSZtiaDVUPjoxrHwtklecAOwg
 
- Kanchanaburi 170 zł za 3 noce "Sorn Waree Home place".  56 zł za noc. W pokoju lodówka, łazienka, czajnik. 


Chiang Khong 350 THB (42 zł) za pokój 3 osoby, który dzieliliśmy z naszym amerykańskim kolegą. 


- Chiang Rai - TT Hostel Chiangrai, 2 noce 108 zł ze śniadaniami. Łazienka na zewnątrz.  

Niestety booking nie wyszukuje aktualnie tego hostelu, obstawiam, że jest to spowodowane sytuacją covidową. 
Wklejam zatem specyfikację, aby miejsce to później namierzyć. 

TT Hostel Chiangrai
Adres: 24/4 Moo 18, San Pa Nhad Road , Rob Viang, Mueang , Chiang Rai, 57000, Tajlandia
Telefon: +66 52 024 279
Współrzędne GPS: N 019° 54.204, E 99° 50.118

- Chiang Mai - Dutch Cosy Home, 433 zł za 7 dni. 61 zł za noc. W pokoju łazienka, lodówka, czajnik i balkon. 

Podobnie, jak wyżej, link tymczasowo nie działa. 

Dutch Cosy Home
Adres: 16 Soi 3, Chang Moi Kao Rd., T.Chang Moi, A. Muang, Chiang Mai, Si Phum, Mueang Chiang Mai District, 50300, Tajlandia
Telefon: +66 94 443 5700
Współrzędne GPS: N 018° 47.530, E 98° 59.711


- Krabi, Ao Nang - Terrace Hotel 688,39 za 7 dni - 98,34 za noc. Wielki, ładny pokój, z lodówką, łazienką i balkonem.  


- Bangkok - Indy House, 7 dni 379 zł ze śniadaniami. 54 zł, pokój z lodówką, czajnikiem, łazienka, balkonem i śniadaniami.  


Birma 22 dni -  609$, 2375,10 zł     

Nasze noclegi: 

- Hpa-An Galaxy Motel 6 dni - 335 zł  ze śniadaniami. Pokój z lodówką, czajnikiem i łazienką. 59 zł za noc. 


- Bagan, Inwa Motel, 5 dni 288 ze śniadaniami. 57,6 za noc. Pokój z łazienką. 

Innwa Motel
Adres: SoneGone Quarter, Lanmataw Road, Nyaung Oo, Bagan, Nyaung U, 11101 Pagan, Birma
Telefon: +95 61 60 902
Współrzędne GPS: N 021° 12.005, E 94° 54.324


- Mandalay Royal Yadanarbon Hotel 4 noce 179,05 ze śniadaniami. 44,76 za noc. Pokój z łazienką, lodówką i czajnikiem.


- Rangun airbnb, całe mieszkanie do dyspozycji. 4 dni 55,61$ 208,53zł/52 zł za noc.


Wietnam 30 dni - 876$ ok. 3416,4 zł

Hanoi - 45,74$ za 4 dni ok. 42 zł za noc, plus 2 noce kiedy wróciliśmy na wybory 500 tyś dongów 82 zł. Pokój z łazienką, dostępem do pralki i kuchni.  


Sapa - Dang Khoa Garden Inn4 noce 202 zł ze śniadaniami. Pokój z łazienką, czajnikiem i grzejnikiem. 50 zł za noc.


Dang Khoa Garden Inn
Adres: 075, Xuân Viên, thị trấn Sa Pa Vào số 075, đi theo ngõ lên nhà trên đồi bên tay trái của building, Sa Pa, Wietnam
Telefon: +84911552368
Współrzędne GPS: N 022° 20.241, E 103° 50.646

Cat Ba - Thai Bao Hotel, 4 dni 151 zł ze śniadaniami. Pokój na ostatnim piętrze z mega widokiem na morze, z łazienką, lodówką, tarasem. 37,75 za noc! Absolutny hit!  


Thai Bao Hotel
Adres: 207 1/4 Street, Cat Ba , Wietnam
Telefon: +84974779870
Współrzędne GPS: N 020° 43.516, E 107° 2.931

Tam Coc - Center Tam Coc Homestay, 4 dni 199zł z super pysznymi śniadaniami. Nowy pokój z łazienką. Rowery w cenie.  


Center Tam Coc Homestay
Adres: Văn Lâm, Ninh Hải, Hoa Lư, Ninh Bình, Ninh Bình, Wietnam
Telefon: +84973843395
Współrzędne GPS: N 020° 12.952, E 105° 56.292
  

Hoi An - Botanic Garden Villas, 4 dni 180 zł ze śniadaniami. 45 zł za noc. W pokoju łazienka, czajnik. Rowery w cenie.  


Botanic Garden Villas
Adres: 02 Tran Quoc Toan, Cam Chau, Hoi An, Wietnam
Telefon: +84889479545
Współrzędne GPS: N 015° 53.027, E 108° 20.935

Da Lat  - Nguyen Minh Hostel, 3 noce 88 zł ze śniadaniami! 29 zł za noc! 


Nguyen Minh Hostel
Adres: 31 Hai Thuong, Ward 5, Da Lat, Wietnam
Telefon: +84814360271
Współrzędne GPS: N 011° 56.622, E 108° 25.853

Ho Chi Minh - Himalaya Phonix Saigon Hostel, 165,42 zł 3 noce ze śniadaniem. 55 zł za noc. Duży pokój z lodówką, łazienką i balkonem.  
 
12 Nguyễn Trãi, Phường Phạm Ngũ Lão, Quận 1, Thành phố Hồ Chí Minh 700000, Wietnam

Booking nie wyszukuje tego miejsca zatem link do Agody: 
https://www.agoda.com/pl-pl/himalaya-phoenix-saigon-hostel/hotel/ho-chi-minh-city-vn.html?cid=1844104

Kambodża, 25 dni - 961$ = 3747,90 zł    

Phnom Penh Airbnb 561,74 zł za 11 dni. Duży pokój z balkonem. Dostęp do kuchni, pralka, taras na dachu. Super miejsce. 51 zł za noc. 


Kampot - KampongBay Makeng II Guesthouse, 7 dni 392 zł. 56 zł za noc. Łazienka w pokoju, taras. Skuter 5$ za dzień. 

        
Siem Reap - Blossoming Romduol Boutique, 6 dni 348 zł ze śniadaniami. 58 za noc. Lodówka, łazienka w pokoju. Basen 😊


Laos30 dni - 950$ = 3705 zł 

Don Det - Souksan Sunset Bungalows, 8 dni 456 zł/ 57 zł za noc ze śniadaniami na Mekongu 😍. Mały bungalow z łazienką. 


Souksan Sunset Bungalows
Adres: Unnamed Road, Don Det, Laos
Telefon: +856 20 28 853 535
Współrzędne GPS: N 013° 59.199, E 105° 54.779

Pakse - Lankham Hotel ,1 noc 26 zł. Pokój z łazienką, standard mocno średni, ale na jedną noc może być. 
Płaskowyż Bolaven. Noclegi w trakcie lupki na Bolavenie szukacie dojeżdżając na miejsce. Ludność tamtejsza już się dostosowała, zatem w wielu miejscach zauważycie tabliczki z informacją o możliwości noclegu.  

- noc pierwsza Tad Lo 70 tyś kipow czyli 28 zł. Pokój z widokiem na wodospad, z łazienką i tarasem. W tym samym miejscu były też pokoje za 50 tyś czyli 20 zł.
- noc druga wioska parę kilometrów za Paksonkiem, niestety nie zlokalizowałam na mapie tego miejsca, ale mam zdjęcie baneru z nazwą 😀 Za spory i czysty pokój z łazienką zapłaciliśmy 70 tysięcy LAK czyli 28 zł. 




 - powrót do Pakse Nang Noi, 80 tyś LAK za noc/ 32 zł. Pokój z klimą 110tyś LAK/42 zł. 

Vientiane - 




Vang Vieng - Vang Vieng Freedom View, 5 dni 600 tyś kipów/48 zł za noc. Pokój z mega widokiem na góry, łazienką, tarasem i śniadaniami w formie bufetu.  

https://www.agoda.com/pl-pl/vang-vieng-freedom-hostel/hotel/vang-vieng-la.html?cid=1844104


Luang Prabang - Sysomphone G.H, 6 dni 346 zł/ 57 zł. Pokój z łazienką, lodówką, TV, śniadania, plus do oporu kawa i herbata. 


Sysomphone G.H
Adres: Choxomphou Road 3, 06000 Luang Prabang, Laos
Telefon: +856 71 252 325
Współrzędne GPS: N 019° 53.227, E 102° 8.432

Całość wyniosła nas dokładnie 26 937,77 zł. Jeżeli podzielimy kwotę wydaną w poszczególnych krajach - bez lotów i ubezpieczenia - czyli 20053,8 na 147 dni podróży da nam to 136,42 dziennego budżetu. 

A co jeszcze warto wiedzieć? 

Transport


Niewątpliwie zaraz po miejscu do spania najwyższy koszt to przemieszczanie się. 
Na pewno opcją, która pozwoli wam budżet obniżyć jest autostop! My co prawda korzystaliśmy z niego dwa czy trzy razy i to na dystansach krótkich, ale rozmawialiśmy z paroma osobami, które tym sposobem objechały pół Azji, czyli się da! Z krajów, gdzie problem ze stopem był największy najczęściej wymieniano Wietnam, gdzie  nie do końca Wietnamczycy rozumieli o co chodzi osobom zatrzymującym ich pojazdy na drodze. 
My jechaliśmy stopem kawałek w Malezji, Wietnamie, Tajlandii i w Laosie między Vang Vieng a Luang Prabang. 
Inny problem, który ze stopem mieć można to... mała ilość aut na drodze. O ile w miastach często ruch jest spory, o tyle poza nimi drogi są dość luźne. W takiej Birmie poza miastem drogi są puściutkie!   

Kolejny temat oszczędzenia dolarów na transporcie to wybieranie transportów publicznych. O ile w jeździe między miastami może zbytniego wyboru nie być, to w poruszaniu się po mieście czy dojeździe z dworca do hotelu już tak. 
W każdym kraju, w każdym mieście, gdzie autobusy miejskie jeździły korzystaliśmy tylko z takiej formy wożenia 4 liter. Raz, że to najlepsza okazja poznania kultury, obserwacji ludzi, i poczucie danego miejsca, a dwa jest to opcja najtańsza. Szczególnie odczuliśmy to w Kambodży, a dokładnie w Phnom Penh, gdzie ceny za transport (i za wszystko inne) były dość wysokie 2-3 $ dojazd tuk tukiem do centrum, a poł $ autobusem. W realiach europejskich te różnice dwóch dolarów są niezauważalne, ale wierzcie mi, będąc na budżecie w dłuższej podróży zwracacie uwagę na takie szczegóły. W Phnom Penh korzystaliśmy z apki, gdzie można było sprawdzić gdzie przystanek się zjaduje i o której będzie autobus. To, że autobusy te często przyjeżdżały jak chciały, to inna para kaloszy 😉 Ten link pomoże KLIK

Polecam też rozkminiać  autobusy na mapie Google. Są na niej zaznaczone przystanki autobusowe. I tym sposobem przyjeżdżając do Rangunu na dworzec poza miastem, czy jadąc na lotnisko, z pomocą map dowiedzieliśmy się, że jeździ autobus, potem już tylko pozostało dopytanie mijanych w drodze na przystanek lokalsów. 
Oszczędzicie też korzystając z aplikacji. I tak np. w Sri Lance korzystając z "pick me" zamówicie tuk tuka, bądź możecie sprawdzić w niej uczciwą cenę, zanim wsiądziecie to takiego złapanego z ulicy. Aczkolwiek pod względem autobusów SL jest nie do pobicia. Podobnie jak w Birmie jeżdżą one często i są super tanie. 
W Malezji Grab. W bardzo przyzwoitych sumach, o połowę niższych niż taxi szybko przemieścicie się z miejsca na miejsce. W Kuala Lumpur polecam też rozkminić darmowe autobusy! Poruszają się one po centrum i pozwolą zaoszczędzić parę ringittów. 
W Bangkoku autobusy. I to te bez szyb w oknach, czyli z naturalną klimatyzacją będą najtańsze.   
Pociągi w Tajlandii, Birmie, Sri Lance też są tanie, a jazda nimi dostarcza nie lada wrażeń. Oczywiście wybierając klasę średnio niską lub niską. 

Z kolei jeżeli o zwiedzanie chodzi, najlepszą formą transportu są nogi i skuter! 
W mieście wiadomo, kilometry robione własnymi nogami po szlakach głównych, bocznych, tych mniej uczęszczanych pokażą Wam najlepszy obraz miejsca, w którym przebywacie. Prywatne transporty czy wycieczki z biur zawiozą Was najczęściej w miejsca przepełnione turystami, gdzie owszem zabytki, święte miejsca, skarby architektury i ważne miejsca historyczne zobaczycie, ale prawdziwe autentyczne życie już nie. Dlatego polecam nie bać się skręcać w boczne alejki i między niezbyt może urodziwymi chatkami spacerować. Uśmiech na twarzy, pozdrowienie w lokalnym języku, a miejscowi powitają Was tak samo ciepło. 

Na dalsze destynacje, jeżeli macie prawo jazdy to tylko skuter! Niezastąpiony towarzysz naszych podróży. Większą część Azji zwiedzaliśmy właśnie jeżdżąc skuterem. 
Najczęściej wypożyczaliśmy go z hotelu, w którym mieszkaliśmy. Natomiast w większości miejscowości gdzie byliśmy, wypożyczalni na ulicy było sporo.   
Średnia cena za cały dzień to 20-25 zł. Paliwo za litr najtańsze było w Birmie ok 3,3 zł, najdroższe w Laosie ponad 4 zł.
Aby wypożyczyć skuter najczęściej zostaniecie poproszeni o zostawienie paszportu, dlatego też my preferowaliśmy wypożyczać go z hotelu - mieli już nasze dane, nie wymagano od nas - poza jednym wyjątkiem w Kambodży, aby dokument tożsamości zostawiać - i jakoś czuliśmy się bezpieczniej w razie problemów z maszyną czy innymi niespodziewanymi "atrakcjami". Dobrze też zrobić zdjęcia skutera, który wypożyczacie. Czytaliśmy o wyłudzeniach kasy za zadrapania, czy brak jakiejś części. 
  
Ruch w azjatyckim mieście początkowo może szokować. Na drodze nie obowiązują żadne zasady. Każdy jedzie jak chce, a do tego masakrycznie trąbi! Jednakże można się tej "gierki" w jeździe po mieście nauczyć. My po jednym dniu już byliśmy dość dobrze obcykani, jak należy się "wymijać" i kiedy klaksonić. 
W wielu krajach poza miastem ruch jest super mały. Np. w Birmie czy Laosie po wyjechaniu z miasta droga była już praktycznie pusta. 
W Tajlandii wymagane jest prawo jazdy A, co jest chyba jedynym przypadkiem, bo w pozostałych krajach wystarczy B w wersji międzynarodowej. Wyrobicie je za grosze w waszym urzędzie miasta. W Tajlandii obowiązuje też ruch lewostronny, co początkowo może być trochę kłopotliwe 😀 
Nam się kontrola na drodze nie trafiła, ale historii z zatrzymywaniem białych i wyciąganiem od nich łapówek słyszeliśmy ogrom. Większość dotyczyła braku prawka, a co za tym idzie płacenia extra za możliwość dalszej jazdy. 
W Kambodży w Siem Reap dostaliśmy bardzo dużo sprzecznych informacji a propo zwiedzania Angkor Wat. Jedni twierdzili, że bez ichnego prawo jazdy nie wolno nam jeździć, a mandaty są super wysokie, inni, że nikt nas nie zatrzyma i aby się nie bać. My lubimy dmuchać na zimne i wypożyczyliśmy skuter elektryczny, który traktowany jest tak jak rower! Co też polecamy. 

Co jeszcze może być istotne to guma! Niestety wiele bocznych dróg jest pokrytych żwirem, a co tym idzie o przebitą dętkę bardzo łatwo. Plus jest taki, że skuterów w Azji jest chyba więcej niż ludzi, zatem wulkanizację znajdziecie na każdym kroku. Jedyne co może być nieprzyjemne to cena dla białego. Z czymś takim spotkaliśmy się w Laosie, gdzie nie chciano nam wymienić dętki po cenie oficjalnej, tylko czterokrotnie (!) wyższej, zatem kawałek szliśmy zanim znaleźliśmy inny punkt. Natomiast za każdym razem spotykaliśmy się z dużą życzliwością innych, którzy chętnie podwozili nas do wulkanizacji. Krystian byle jak jechał na kapciu, a mnie miły Pan lub Pani zabierali do siebie na tyle siedzenie.  

Co ważne! 

Zastanówcie się dwa razy zanim wsiądziecie na skuter bez prawka! W razie wypadku ubezpieczyciel nie pokryje kosztów leczenia, a one mogą być średnio przyjemną kwotą, zamieniając Wasze wakacje z rajskich w piekielne! Nie bagatelizujcie też kasków! Mogą Wam uratować życie! 
      

Co mamy w cenie pokoju

Proponuję też zwracać uwagę na wyposażenie pokoju i czy w cenie zawiera się śniadanie. 
Początkowo jakoś nie była to dla mnie ważna zmienna, bo to trzeba wstać wcześniej, bo pewnie nie będzie wege, bo nie dobre, bo za wcześnie, aby jeść itd. Ale kiedy okazało się, że szukanie na mieście miejsca, gdzie śniadanie zjeść można, plus płacenie za nie jak za obiad i tłumaczenie, co oznacza wege, przeprosiłam się z hotelami serwującymi śniadania. Jak tylko taka opcja była możliwa, zawsze wybieraliśmy miejsce noclegowe tam, gdzie w cenie pokoju było śniadanie, nawet jeżeli pokój taki był lekko droższy.

Fajnie też w pokoju mieć czajnik i lodówkę. Kiedy traficie na miejsce, mocno turystyczne a przez to droższe, zawsze można ogarnąć samemu śniadanie w pokoju, np. płatki i mleko sojowe. A w przypadkach ekstremalnie trudnych po prostu zjeść zupkę chińską. Takie przypadki trafiały nam się w Kambodży. Znajomi z kolei na jednej z laotańskich wiosek mieli tak duże obawy jedzenia czegoś na lokalnym bazarze, że woleli zadowolić się zupką z proszku w zaciszu hotelowego pokoju. 

Obiad za 5 zł? Tak! 


A jak przy posiłkach jesteśmy to najtaniej i najlepiej zjecie tam, gdzie jedzą miejscowi.
I nie zrażajcie się, że pomieszczenie wygląda jakby przed chwilą jeszcze był tu warsztat samochodowy, czy nieużywany przez lata garaż. W słabo estetycznych miejscach, ale pełnych od miejscowych zjecie najsmaczniej. To czym ja też zawsze się kierowałam to, aby jedzenie było przed podaniem poddane obróbce cieplnej, czyli nie jadłam nic gotowego już czekającego na klienta, czy podawane "na zimno". 
Owszem po paru tygodniach będziecie ryżu i makaronu z warzywami mieli po dziurki w nosie, ale obiad za 5 zł w innym wydaniu nie istnieje 😀 
Jeżeli budżet was nie ogranicza, to restauracji z jedzeniem zachodnim praktycznie wszędzie jest ogrom. Ale ceny też jak ogrom. Pizza, burger, pasty, często są w cenach jak w naszych dobrych knajpach, czyli za dwa obiady zapłacicie więcej niż za nocleg.    
W knajpach lokalnych początkowo mogących trochę straszyć swym wyglądem, zawsze macie do wyboru jakieś mięso, owoce morze, a podane jest to z ryżem czy makaronem, w zależności od kraju trafiają się też zupy np. Tajlandia czy Wietnam.  Nie bójcie się próbować. Jeżeli są w środku miejscowi i jedzą to znaczy, że jest bezpiecznie.
Jeżeli kupujecie jedzenie na ulicy, zawsze wybierajcie produkty świeżo przygotowywane i nigdy nie kupujcie owoców gotowych do spożycia, tzn. obranych. Nie wiecie ile smażyły się w słońcu, ile much, kurzu i brudnych rąk je dotykało.  

Często zadawano nam pytanie skąd wiedzieliście gdzie iść, jechać, wysiąść z autobusu? Czy nie baliście się, że się zgubicie?
 
Żyjemy w czasach internetu, w czasach, gdzie Google mapy, wszelkie apki są w stanie powiedzieć i pokazać nam niemalże wszystko! Wpisując w wyszukiwarce cokolwiek chcecie sprawdzić otrzymacie kilkadziesiąt odpowiedzi, a jeżeli radzicie sobie z językiem angielskim to możecie być pewni, że nic nie będzie miało dla was tajemnic. Blogów podróżniczych jest ogrom, a treść w nich zawarta to skarbnica wiedzy. 
Poza tym koniec języka za przewodnika 😉 Miejscowi zrobią wszystko, aby Wam pomóc i udzielić odpowiedzi na Wasze pytania, a jeżeli nie, macie telefon. 
Google ma taką zabawkę jak translator, którym każdy język jeżeli nie w formie mówionej to pisanej jesteście w stanie użyć, aby się dogadać. Tak porozumiewał się z nami Pan w guesthousie w Tam Coc w Wietnamie.  
No chyba, że traficie na wioskę w dalekim Laosie, gdzie nie ma zasięgu, a to co Google wam napisał na nic się zda, bo traficie na osobę niepiśmienną. Ale to już trzeba mieć dużo szczęścia bądź nieszczęścia.
 
Co z bezpieczeństwem? 

Mówię to z perspektywy naszego doświadczenia, wszystkie miejsca które odwiedziliśmy były bezpieczne. Nie wiem jak może skończyć się włóczenie po nocy, do tego jeszcze z paroma promilami we krwi, ale nasza forma nie zapuszczania się po zmroku w niepewne, ciemne rejony zdała egzamin. Nie mieliśmy w ciągu tych 7 miesięcy w Azji ani jednej niebezpiecznej sytuacji. Jeżeli zbaczaliśmy ze szlaku to tylko w dzień i tylko w granicach jakie czuliśmy, że możemy przekroczyć. Jeżeli późną porą wracaliśmy, to zawsze główną, oświetloną drogą.
Raz trafił nam się późno wieczorny spacer przez Bangkok i mimo, że niektóre dzielnice były mocno folklorystyczne, nie czuliśmy się zagrożeni. W Kambodży wiele osób ostrzegało nas i zwracało uwagę na średni poziom bezpieczeństwa i pilnowanie plecaków, aparatu, kamery, ale również nic niepokojącego nie zauważyliśmy. Zwracano nam uwagę, na częste akcje kradzieży na skuterach. Podjeżdża skuter, pasażer wyrywa plecak/kamerę/aparat i tyle ich widziano.
Oczywiście podejrzewam, że jak w każdym kraju okazja czyni złodzieja, zatem rozsądek zachowywać należy, dokładnie taki sam jak w każdym innym miejscu, gdzie jedziemy na wakacje.    

To o czym jeszcze warto pamiętać będąc w miejscach mocno turystycznych, a jednocześnie biednych to ograniczone zaufanie. Oczywiście warto rozmawiać z miejscowymi, ale być przy tym zachowawczym. W Sri Lance przekonaliśmy się o tym najbardziej. Osób, które chciały nam coś "pokazać", "zaprowadzić nas", "pomóc nam" było sporo i nie było to podyktowane czystą intencją, ale wyciągnięciem od nas paru rupii. Dlatego po tym doświadczeniu już wiedzieliśmy, aby nie dać się wciągnąć w żadne, "chodź coś Ci pokaże", "opowiem" itp. Za każdym razem uśmiechaliśmy się i dziękowaliśmy. Owszem w Birmie okazało się, że jest to czysta intencja i ludzie po prostu byli nas ciekawi i chcieli porozmawiać bez wyciągania od nas kasy, jednakże mimo to jeżeli jedziecie po raz pierwszy w tak odlegle miejsca, zachowajcie zasadę ograniczonego zaufania. Nie musi to być od razu połączone z byciem aroganckim czy nieuprzejmym, po prostu nie dajcie sobie nic wcisnąć, sprzedać, na nic namówić. Z czasem nauczycie się "wyczuwać" kto jaką ma intencję i nie dawać nabierać np. na jeden z częstszych w Bangkoku scamów, że "Pałac Królewski dziś zamknięty, ale mogę Pana zawieźć do innego Pałacu". 

Jeżeli macie jakieś pytania związane z pierwszą podróżą, czy kolejną, a są w Was wątpliwości śmiało piszcie. Na pewno odpowiemy 😊
 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sa Pa miasteczko w górach niedaleko granicy z Chinami

Jedziemy do Chin!

Świątynia Świtu, straszne muzeum medyczne i food court w centrum handlowym.