A może polecimy do Azji?





Pomysł na Azję był spontaniczny - tak, ja planistka i spontaniczna Azja? A jednak!  I tak samo szybko jak się narodził, zaczął otrzymywać formę - pewnie też przez to 😉
Na jednym ze spotkań z przyjaciółmi padło hasło "Kasia, a może zamiast wojaży po Europie polecicie do Azji? " Ryba, serdeczny kolego dziękuję 😍
Następnego dnia z samego rana z otchłani swej świadomości wykopałam Sri Lankę. Wyspa ta kiedyś pojawiła się w mym życiu, jeszcze mieszkając na dorobku w Hiszpanii natrafiłam na artykuł o tanich ziemiach i zachętach ówczesnego gospodarza Cejlonu do zakupu ich przez obcokrajowców. Nawet pamiętam parodniowe ćwierkanie nad głową mojemu partnerowi, aby się przenieść tam i zamieszkać w pobliżu rajskiej plaży i żyć długo i szczęśliwie. Jak się domyślacie, w reakcji jego nie było entuzjazmu i podekscytowania, a na pewno nie na takim poziomie jak u mnie, zatem temat umarł.
Pierwszym założeniem było spędzenie miesiąca na cudownej wyspie, jednak szybko opcja się zmieniła na 6 a nawet 8 tygodni jak zapoznałam się z cenami biletów lotniczych. No przecież skoro połowa mojego budżetu to 14 godzinna podróż, nie ma sensu spędzać tam "tylko" 4 tygodni ☺
Noclegi oraz wyżywienie dla nas Europejczyków są kosztem bardzo mocno akceptowalnym i przy dobrze zaplanowanym budżecie (jak już wspomniałam planistka ;)) do ogarnięcia. Na booking.com zweryfikowałam przeczytane opinie i relacje innych podróżników i od 50 zł pokój z łazienką oraz śniadaniem dla dwóch osób za noc nie problem znaleźć. Ceny jedzenia od 5 zł do 10 zł za jakże popularny tam ryż and curry (podobno wszyscy wracający z Azji są ryżo rasistami przez pewien czas :)). Zatem jedyna i ostatnia przeszkoda jaka stała nam na drodze to transport.
Tu bywało dośc zabawnie. Po paru dniach przewertowania wszystkich możliwych stron z biletami lotniczymi, okazało się, że nie ma opcji na nic poniżej 5 tysięcy za dwie osoby w dwie strony. Do tego dojazd do Gdańska, Warszawy, Poznania czy innej Pragi. Najtańsza opcja jaką udało się znaleźć to 3700 z Kijowa. Po przeliczeniu dojazdu do Warszawy, a następnie do Kijowa czy to pociąg czy samolot cena finalna i tak kończyła się na minimum 5 tysiącach. Zaczęliśmy zatem szukać alternatywy dla samolotu. Statek, pociąg, autostop, kolejne dni mijały - przy okazji mamy fajne pomysły pociągowe na kolejne podróże małe i duże -  no ale 12 000 km nas pokonało i droga powietrzna wróciła na tapetę. W międzyczasie okazało się, że wiza na Sri Lankę ważna jest przez 30 dni, zatem albo musimy jechać w trakcie naszego pobytu tam do Kolombo, aby ją przedłużyć i zapłacić kolejne 35 dolarów za osobę, lub jechać do Warszawy i na cały pobyt wyrobić ją od razu. Dodatkowe koszta ... a miało być budżetowo.
W tym samym czasie przyjaciel brata podpowiedział mi, aby sprawdzić Szalona Środa z Lot i tym sposobem kiedy oczom mym ukazała się cena za osobę 1999 zł za lot ze Szczecina do Singapuru i powrót (zawsze to już bliżej Sri Lanki ;)) nie zawahałam się kliknąć zapłać i tym sposobem na 19 lutego mieliśmy zabukowany wylot ze Szczecina, a 10 kwietnia lot powrotny do Polski. 52 dni ! W pierwszej chwili pomyślałam, że przesadziłam, ale co tam w końcu kolejna szansa na tak długi urlop może prędko nie przyjść. Szybki rzut okiem na mapę ... Malezja! Idealnie :) I tak narodził się plan, aby po dwóch dniach w Singapurze - niestety to miasto-państwo budżetowe nie jest - autobusem pojechać do Malezji, gdzie będziemy 21 dni. Następnie tanimi liniami AirAsia za 560 zł - za dwie osoby -  kupiliśmy lot z Kuala Lumpur do Kolombo, gdzie 24 dni będziemy zwiedzać Sri Lanke. 7 kwietnia także Air Asia za 930 zł - za parę - z międzylądowaniem w Kuala Lumpur udamy się do Singapru na jedną noc i ze łzami w oczach opuścimy Azję.
Taki był plan, a jak było w rzeczywistości ? Jeżeli jesteście ciekawi naszej pierwszej wyprawy do Azji, planujecie podobny wyjazd, zapraszam na mojego bloga.
Niestety natłok obowiązków i zbyt krótka doba spowodowały, że nie zdążyłam przed wyjazdem założyć bloga. Zatem dzienniki odtworzone są na podstawie notatek, niezawodnej pamięci mojej oraz wpisów na fb, gdzie starałam się jak najczęściej relacjonować wszystkim znajomym i rodzinie jak sobie radzimy ;) 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sa Pa miasteczko w górach niedaleko granicy z Chinami

Jedziemy do Chin!

Świątynia Świtu, straszne muzeum medyczne i food court w centrum handlowym.