Podróżuj etycznie!
Materiału do opisania z ostatniej podróży mam ogrom.
W zasadzie to jestem na samym początku tej 5-cio miesięcznej przygody, wciąż w Birmie. Przede mną cały Wietnam, Kambodża, Laos, Tajlandia.
Ale to co dziś poruszyło mnie, a o czym już dawno napisać chciałam, to etyka w podróżowaniu.
Lubię oglądać vlogi z podróży. Różne. Polskie oczywiście też i nie jestem wyjątkiem śledząc Kaję z Globstory czy Bartka z BezPlanu, ale te anglojęzyczne chyba najbardziej, raz, że szlifuję język, dwa, że często trafiam tam na kraje i miejsca nigdy wcześniej nie widziane w produkcjach polskich.
Ostatnio na pewnego Nowozelandczyka jeżdżącego po Afganistanie!
W ostatnim czasie przy paru różnych obrazkach naszło mnie trochę refleksji, a w połączeniu z obserwacją i czytaniem wielu forów internetowych, dało ten wyrzut słowny.
Czy podróżując zastanawiamy się nad czymś takim jak etyka?
Etyka podróżnika, etyka podróży?
Czy zapuszczając się w dalekie miejsca, będąc bardzo często anonimowymi, jedynymi białymi, nie zapominamy o wartościach i zasadach, które często w naszym codziennym miejscu życia są czymś naturalnym, ale tam daleko na chwilę przestają istnieć?
Oczywiście jest to każdego sprawa indywidualna i każdy z nas ma swoje sumienie i wewnętrzny kodeks, który jak kompas prowadzi go w życiu, a przynajmniej prowadzić powinien.
Można rzec: nic mi do tego. Ale jednak coś mi tam.
Pierwsze, co chyba najczęściej rzuca się w oczy to ubiór.
Obraz, po którym niemal od razu rozpoznacie turystów, to skąpy ubiór w krajach, gdzie nikt poza nimi takiego nie prezentuje.
Niestety, panie tu często przodują odkrytymi ramionami, krótkimi spodniami i skromnością zakrywania swojego ciała.
Ja wiem, jest ciepło, a wręcz gorąco, ale chyba nie zaskakuje to nikogo będącego w Laosie czy Birmie, że jest tam gorąco?
Nie zaskakuje chyba też nikogo, że są to kraje religijne, buddyjskie i kobiety tam zasłaniają ramiona i nogi.
Nie eksponują swojej kobiecości dla wszystkich w koło, zatem dlaczego my to robimy?
Osobiście byłam świadkiem bardzo wielu sytuacji niepohamowania ekshibicjonizmu przez turystów, ale jedną sytuację pamiętam doskonale.
Kiedy to do jednej ze świątyń w Kambodży, blond niewiasta weszła do środka w krótkich spodenkach, fragmentem koronkowej bluzeczki jakby wyciętej z firanki okna hotelowego, ale niestety materiału zabrakło na brzuch i zasłonięcie dekoltu!
Reakcje wszystkich w koło to początkowe milczenie wynikające z szoku i niedowierzania, a następnie ktoś, najprawdopodobniej z obsługi poinformował kobietę o niestosowności ubioru do miejsca gdzie się udała.
Jak gorąco, to wiadomo - woda! Nic nas tak chłodzi jak morze, ocean, rzeka, basen czy jakikolwiek zbiornik wodny, ale czy jadąc/idąc w to miejsce musimy już być w stroju kąpielowym? I to tylko w nim???
Jest to obserwacja niestety z niemal każdego kraju gdzie byliśmy.
Czy to była Tajlandia i 3 kilometrowa ulica prowadząca do morza, czy Laos i spływ na Mekongu, czy Kambodża, nagie ciała rzucały się w oczy na każdym kroku.
Naprawdę nie wygląda to w niektórych krajach dobrze, kiedy szczególnie my Panie, jesteśmy aż nazbyt wyrozbierane i pokazujemy więcej, niż na co dzień mężczyźni tam mieszkający widzą.
Wzrok lokalnych mieszkańców dość szybko "powie" nam, że coś jest nie tak ;)
A wraz z nadmierną cielesnością zauważone zostanie nasze obcowanie z alkoholem.
Kto nie lubi wypić na wakacjach zimnego piwka czy drineczka?
Oczywiście dla większości z nas jest to moment relaksu i odpoczynku, zatem wsparty zimnym procentem buduje nam obraz wczasów idealnych.
Nie musimy jednak pić wszędzie! W każdym miejscu publicznym i to w ilościach dających się zauważyć wszystkim w koło.
Nie powiem, bo miejscowych lubiących wychylić o kieliszek za dużo też spotykaliśmy niejednokrotnie, ale było to zawsze późnym wieczorem i w miejscach niepublicznych, bardziej lokalne bary czy boczne podwórka, niż place w centrum miast i środek ulicy z nieskrępowaną butelką w ręku.
Kolejne na co bym chciała zwrócić uwagę to atrakcje turystyczne.
Większość z nas jadąc w odległe zakątki robi listę co chciałaby zobaczyć.
Muzea, pałace, pomniki, obiekty archeologiczne, parki, mosty i wszelkie inne zdobycze ludzkości, za które niestety musimy zapłacić.
Bilety wstępu potrafią zaskakiwać jak np. Angkor Wat w Kambodży, gdzie za 3-dniowy bilet wstępu dla jednej osoby zapłaciliśmy 62$(!). Nie było nam to łatwo strawić, ale okazało się, że był to wydatek wart każdego dukata.
Wielu atrakcjom na naszej drodze też podziękowaliśmy, właśnie przez nieproporcjonalną dla naszego budżetu sumę za wstęp.
A o czym możecie się często dowiedzieć od innych osób równie nie będących skorymi do zapłaty za bilet wstępu? Jak możecie dostać się w to miejsce drogą nieoficjalną!
Serio! Osobiście spotkaliśmy się z tym w Wietnamie, gdzie do jednego z muzeum można było się dostać od tyłu - w miejscu gdzie kończyło się zwiedzanie. Nie było tam ochrony, zatem była to łatwa pokusa dla nieuczciwców.
W niektórych miejscach są też zakazy wstępu w ogóle.
Do niedawna była możliwość zwiedzania, ale z powodu za dużego ruchu turystycznego miejsca są niszczone i władze tych regionów je zamykają. Często spotkacie się z tym w Tajlandii czy Malezji w przypadku wielu wysp.
Takie też ograniczenie spotkało pagody w Bagan w Birmie.
Do niedawna można było wspinać się na nie i z nich oglądać przepiękne zachody czy wschody słońca, ale po serii wypadków i uszkodzeń tych budowli z powodu trzęsień ziemi nie wolno już tego robić.
Nie przeszkadza to jednak wielu płacić miejscowym za zaprowadzenie w miejsce, gdzie z dala od oka strażnika wspinać się mogą, lub samemu poszukiwać takich miejsc i mimo, że wielkie czerwone napisy zakazują tego, a wiele z tych pagód się sypie, nie jest to ważniejsze niż dobra fotka na Instagrama czy Fejsbuka.
Fajnie też, aby atrakcje z których korzystamy nie były krzywdzące i nie wykorzystywały innych. Przykładem takiego działania jest górskie plemię Karen.
Jest to plemię wywodzące się z Birmy, które uciekając ze swojego kraju dotarło do Tajlandii. Zostali tu powitani i pozwolono im pozostać, ale w zamian rząd tajski zrobił z nich atrakcję turystyczną. Dosłownie.
Kobiety od 5 do 21 roku życia mają wydłużane szyje.
Co parę lat dokłada się kolejne złote obręcze tak, że szyja coraz bardziej się wydłuża dochodząc do nienaturalnych rozmiarów.
Im dłuższa szyja tym atrakcyjniejsza.
Ulokowani zostali oni na północy Tajlandii i tylko tam wolno im przebywać. Nie mają praw, jak dostęp do służby zdrowia czy szkolnictwa, ale mają przyjmować turystów, uśmiechać się do zdjęć, pokazywać jak wygląda ich dom i być żywą zabawką.
Takie ludzkie zoo.
Niedawno czytałam, że ma się to wkrótce zmienić i Karen mają w końcu zyskać prawa takie jak Tajowie, ale czy to się stanie?
Będąc na północy Tajlandii możecie skorzystać z bardzo wielu wycieczek zorganizowanych, a wśród nich będą właśnie odwiedziny w takiej wiosce.
Kiedy byliśmy w Chiang Mai i chcąc jechać do Parku Doi Inthanon nie mogliśmy znaleźć wycieczki, która nie miałaby w ofercie Karen!
W końcu nam się udało, ale i tak w drodze powrotnej zajechaliśmy do innej wioski, gdzie koniecznie musieliśmy zobaczyć lokalne życie mieszkańców. Na szczęście wizyta była naprawdę krótka i niezbyt interesowała naszych współpasażerów, zatem wędrówka między domkami trwała nie dłużej niż 10 minut.
Nasz przewodnik zresztą widział też nas stojących zupełnie z boku i chyba wyczuł, że trafił na grupę, której nie interesuje pranie za domem lokalnej społeczności.
Zatem ostrzegam, zawsze kiedy zobaczycie wycieczki mające odwiedziny w lokalnej wiosce zastanówcie się dwa razy, szczególnie dotyczy to plemion górskich w tych krajach. Sprawdźcie w internecie czy nie jest to miejsce, gdzie ludność będąca tam "atrakcją" nie jest wykorzystywana.
A jeżeli ciekawi Was jak miejscowi ludzie żyją, mieszkają, polecam wynająć skuter i wybrać się samemu na przejażdżkę.
Chyba najbardziej kontrowersyjny temat czyli prawo jazdy!
Na wielu forach, aż czerwono od emocji pod pytaniami o policję i wysokości mandatów w razie zatrzymania, w przypadku braku odpowiedniego dokumentu uprawniającego do jazdy.
Tak, nie można jeździć bez prawa jazdy międzynarodowego lub nawet w niektórych krajach wydanego przez urząd w tym danym kraju. Tak jest np. na Sri Lance.
No, ale wakacje, wiatr we włosach, palmy, wybrzeże no i jak to tak bez przejażdżki????
Czy w Polsce jeździcie bez prawa jazdy i pytacie na forach o wysokość mandatów?
Nie! Bo jest to proste i oczywiste. Nie mam prawka to nie jadę, zatem dlaczego tak łatwo łamiemy prawo za granicą?
Ja, aby nie hipokryżyć (od hipokryzja 😀) przyznam, że mimo, iż prawko PL mamy, międzynarodowego nie zdążyliśmy wyrobić i skuterem w wielu miejscach też jeździliśmy.
Ale nie polecamy tego robić, dlaczego?
Ano nie dlatego, że np. w Tajlandii zapłacicie mandat, ale dlatego, że w razie wypadku ubezpieczyciel nie pokryje Waszych kosztów leczenia. I tu już przygoda i wakacje życia mogą nie być tak melioratywne.
Warto też dodać, że np w Tajlandii, aby legalnie prowadzić skuter wymagane jest międzynarodowe prawo jazdy kategorii A.
Ze wstydem piszę o naszym łamaniu prawa, ale uczciwie się przyznaję, że aniołami nie jesteśmy, oraz mogę powiedzieć, że jest to jedyne czego w tym tekście się wstydzę.
Kolejnym ważnym aspektem są spotkani po drodze lokalni mieszkańcy.
Wiele miejsc, które odwiedziliśmy w naszej wyprawie nie było zbyt zamożnych, wręcz pisząc biedne nie przejaskrawiam wypowiedzi. Mieszkańcy tych regionów, jak można się domyśleć, też do zamożnych nie należą i często przekonać o tym możecie się dość szybko.
Po ubiorze, miejscu zamieszkania, pracy, wyglądzie.
Ale czy to oznacza, że mamy się dziwnie patrzeć, naśmiewać, pokazywać palcem, robić im zdjęcia bez pytania, a przez to okazywać brak szacunku?
Niestety z tym też się spotykaliśmy, z pogardliwym traktowaniem obsługi w restauracjach, sklepach, barach przez wyluzowanych, dobrze ubranych, z wieloma gadżetami w rękach turystów. Smutny to widok i widok opisujący nas, nas białych, nas przyjeżdżających na drugi koniec świata, aby zobaczyć jak żyje się tym biednym. Często miałam takie wrażenie.
Najbardziej denerwującym i nieetycznym dla mnie obrazem jest zawsze robienie zdjęć ludziom bez ich zgody. Nie cierpię tego i nie powiem, że nie mam ani jednego takiego zdjęcia, ale nie naliczę ich więcej niż palce jednej ręki z łącznie siedmiu miesięcy spędzonych w Azji.
Dzieci, chyba one są tu zawsze najbardziej nas łapiące za serca i migawkę aparatu, cudownie fotogeniczne, śliczne i niedające odciągnąć od siebie wzroku.
Czy chcielibyście, aby ktoś robił bez Waszej zgody zdjęcia Waszym dzieciom, a potem publikował je gdzie mu się spodoba?
No właśnie. Dlaczego zatem nam to nie przeszkadza, kiedy robimy zdjęcia tamtym dzieciom?
A druga kwestia szalenie ważna z dziećmi związana, jeżeli chcecie im pomóc, obojętnie w którym z krajów będąc, nigdy nic od nich nie kupujcie. Nigdy! Nie dawajcie im kasy!
Ja wiem, że widok 4 czy 5 latki, a co gorsza jeszcze z rodzeństwem rocznym na rękach rozczula nas i łamie w nas wszystko i sięgnięcie po dolca czy dwa, aby kupić magnesik, chustę czy tak po prostu dać, jest odruchem często bezwarunkowym, ale przez takie odruchy te dzieci nigdy nie pójdą do szkoły, tylko obiorą taki zarobek na całe życie.
Turysta da. Turysta kupi.
Szkoła i edukacja jest dla nich jedyną szansą i jedyną nadzieją na wyrwanie się z biedy, na możliwość znalezienia innej pracy, niż sprzedawanie czegokolwiek na ulicy.
No i ostatnia mega ważna sprawa to atrakcje turystyczne ze zwierzętami w roli głównej.
Kochani, nie korzystamy z ŻADNYCH atrakcji, gdzie występują zwierzęta. ŻADNYCH!!!!!!!
Nie ma miejsc, gdzie z własnej nieprzymuszonej woli dzikie zwierzęta występują/tańczą/dają się karmić/chcą nas wozić i robić sobie z nami zdjęcia.
Ona są dzikie i jedyne czego od nas chcą to święty spokój. Niestety człowiek zrobi wszystko dla kasy i dlatego będąc np. w Azji bez problemu możecie wykupić przejażdżkę na słoniu, czy karmienie słoni, kąpanie ich.
Zwierzęta te aby współpracować z człowiekiem są łamane psychicznie, co jest okrutnym procesem, a następnie całe życie spędzają w niewoli, przykute łańcuchami, bite i ranione specjalnymi hakami, aby były posłuszne.
Nie jest prawdą, że słonie nie cierpią, kiedy się na nich jeździ! Specjalne krzesła na których siedzą turyści są bardzo ciężkie i niszczą kręgosłupy tych zwierząt.
Niestety ze smutnymi słoniami spotkaliśmy się na Sri Lance, gdzie mijały nas na ulicy zakute w łańcuchach z opuszczonymi głowami i smutnymi oczami. Był to widok tak potwornie smutny, szczególnie kiedy spojrzeliście im w oczy, że fizycznie czułam jak zakłuło mnie serce.
W Tajlandii, Kambodży, Laosie wszędzie spotkacie się z "sanktuariami", gdzie ze słoniami pobyć można.
Nie róbcie tego! Nie płaćcie za ich cierpienie!
Podobnie sprawa ma się z tygrysami, które są odurzane do zdjęć z turystami, trzymane w niewoli i cierpiące całe życie - tylko dla kasy. Na pewno wielu z Was słyszało o głośnej sprawie sprzed paru lat w Tajlandii, kiedy to odkryto w Świątyni Tygrysów horror jakie zwierzęta te przeżywały -> link do artykułu tu.
Polecam przeczytać.
Małpy, trzymane na sznurkach, węże w pudełkach, ptaki w małych klatkach....
Jesteście w jakiejś świątyni, restauracji i widzicie zniewolone zwierzęta? Wyjdźcie. Powiedzcie, że Wam się to nie podoba.
Pamiętajmy, że brak reakcji, to ciche przyzwolenie.
Wszędzie gdzie płacimy za oglądanie tych zniewolonych zwierząt, gdzie bierzemy udział w ich cierpieniu, przyczyniamy się do tego, iż ten koszmar nigdy się nie skończy.
A jest to coś, na co mamy realny wpływ!
Jeżeli nie będziemy brać w tym udziału, osoby stojące za tymi "biznesami" będą w końcu musiały zająć się czymś innym, a nie zarabianiem pieniędzy kosztem niewinnych stworzeń.
| słonie spotkane w Loasie podczas jednej z przejażdżek skuterem |
Pamiętajmy, że będąc za granicą, a szczególnie w dalekich zakątkach świata, obraz jaki przedstawiamy często świadczy o nas w rozumieniu mocno holistycznym.
O nas Polakach, o Europejczykach, o białych. To, jak damy się poznać, jakimi się pokażemy, może owocować postrzeganiem innych przyjeżdżających w te miejsca.
Warto, zanim udamy się do jakiegoś kraju, poczytać nie tylko o zabytkach i ciekawych miejscach czy fajnych hotelach, ale także o historii, o mieszkańcach.
Pozwala nam to mieć szerszą perspektywę i inaczej pojmować i postrzegać obyczaje danego miejsca.
Pamiętam, jak jakiś czas temu pewien młodzieniec wrzucił na jedno z forum film o Kambodży, która jakże bardzo go rozczarowała. Żale swe wylewał nie znając okrutnie krwawej historii tego kraju i ich mieszkańców, której znajomość z pewnością zmieniła by jego perspektywę.
Komentarze
Prześlij komentarz