Bagan dzień drugi - tu jest super!



niedziela 22 września,
Śniadanie przy dźwiękach pieśni z pobliskiej świątyni, ogromny bufet i chmury za oknem. 
Tak wyglądał nasz poranek. Chwilę nam zajęło zanim zdecydowaliśmy się wyruszyć na dalszą eksplorację Baganu. 
Z jednej strony szkoda nam było czasu aby siedzieć w hotelu, ale z drugiej - wczorajsza ulewa i burza pokazały nam, że nie ma żartów z kaprysami Matki Ziemi.


Mimo niezbyt optymistycznego nieba decydujemy się jechać. 

8 tysięcy kiatów czyli 20 zł i motyl tym razem szary, czekał po chwili pod drzwiami naszego hotelu.

Najpierw kierujemy się na sam koniec drogi, na brzeg rzeki Ayeyarwaddy. Najdłuższej rzeki w Birmie, będącej także ważnym węzłem komunikacyjnym. 

Tu znajduje się cudnie wyglądająca biało-złota Bupaya Pagoda. 
Już z daleka widzimy ogromny ruch aut, skuterów, pieszych. Ogrom stoisk z przekąskami, ubraniami, napojami.
Ale to co równie mocno rzuca się nam w oczy, to brak białych i ogólnie brak turystów. 

Parkujemy skuter w nieciekawym błotku, parokrotnie dziękujemy za propozycję sprzedania nam różnych gadżetów i ruszamy zwiedzać. 

Mijamy pozłacane zadaszenie, dwa wielkie kolorowe lwy pilnujące wejścia i oto ona.   
Wielka pagoda na tle rzeki, złoto, słońce i mix birmańskich uśmiechów 💗
Niestety nie jest to oryginalna budowla, a odbudowana po zniszczeniu w wyniku trzęsienia ziemi w 1975 roku. Oryginał został doszczętnie zniszczony i wpadł do rzeki. 

W międzyczasie kiedy podziwiam widoki, zauważam kawałek dalej Krystiana pozującego do zdjęć z miejscowymi.
Zabawnie to wygląda. Ale mam wrażenie, że mu się podoba 😀

Po chwili i do mnie podchodzi rodzina z dwójką małych dziewczynek i pokazują na telefon mówiąc tylko "photo"? Oczywiście, zgadzam się, a po paru obrazkach, do dziewczynki dołącza reszta rodziny i robimy sobie wspólne selfie.

Widok na rzekę i małe łódki wygląda super. Można by tak spędzić godziny podziwiając czas płynący tempem nurtu rzeki. 
Schodzimy na dół. 
Od razu jesteśmy zaczepiani przez tubylców, którzy oferują nam przejażdżkę po rzece. 
Dziękujemy i w towarzystwie bezdomnych psów idziemy dalej.
Błoto, pełno stoisk z jedzeniem, miodem, nalewkami, stare łódki na których suszy się pranie, a w koło śmieci. 
Te śmieci to taka azjatycka rzeczywistość, do której nie potrafię przywyknąć. To chyba dobrze. 











Wracamy na górę, wsiadamy na motylka i jedziemy dalej. 
Mijamy różne pagody, świątynie, co chwila zatrzymujemy się na zdjęcie, skręcamy gdzieś w bok. Ścieżek jest tu ogrom, tak naprawdę trzymanie się prostej drogi jest w zasadzie niemożliwe.  Niestety z powodu wczorajszego deszczu nasze próby wjazdu w niektóre pobocza kończą się klapą i musimy zawracać. Błoto i woda są zbyt duże, motyl nie daje rady, a my z kolei nie chcemy błotnej kąpieli. 
Mimo paru modyfikacji i jeździe w piachu trasa i tak jest super. Jest spokojnie, pusto, cisza, drzewa, a z każdym kawałkiem przejechanej drogi  naszym oczom ukazują się kolejne zabytki wyrastające jak grzyby po deszczu.
W miejscach, gdzie się zatrzymujemy nie ma nikogo. Można spokojnie, z powolnym oddechem wszędzie zajrzeć, usiąść, odpocząć, pooglądać naturę, robaczki, nikt nie zaczepia i nie próbuje zostać twoim przyjacielem za parę kiatów. Wspaniale.  




Thatbyinnyu Temple 

















Finalnie docieramy do Dhammayazika Pagoda. Od pierwszych sekund jest wielkie wow, a do tego trafiamy jeszcze na modlitwy. Głośne i intensywnie powtarzane wersy. 
Na tym filmie możecie ich posłuchać - KLIK 
Zdejmujemy buty i wchodzimy na teren świątyni. Idę pierwsza, Krystian kręci przed wejściem. 
Poddając się atmosferze tu panującej siadam na ławce i chłonę.
Nie zdążyłam się dobrze rozejrzeć i wygodnie usiąść, a już podszedł do mnie z niepewnym uśmiechem mężczyzna, pokazał na dwójkę jak domyślam się swoich dzieci, po czym dziewczynkę niemal obok mnie wepchnął 😃  - "Zdjęcie? Oczywiście bardzo proszę". Po chwili zrobił podmiankę na chłopca, a nie wiem kiedy już cała trójka siedziała obok i robiła sobie ze mną selfie. 

Po paru minutach dołącza mój kamerzysta i idziemy na obchód. 
Szalenie mi się tu podoba. Po części to sprawka cegły, której jestem wielką fanką, a w połączeniu z kolorem złota i kolorowymi ubraniami miejscowych i zielonym terenem daje przepiękny efekt! 
Chwilę stoimy i obserwujemy rytuał modlitwy, ale nie chcemy przeszkadzać, zatem robimy spacer w koło.
Pagoda ta zbudowana została w 1196 roku i podziwiać możemy na niej ceramiczne kafelki na których układa się jataka, czyli opowieści o jednym z wcieleń Buddy.















W drodze powrotnej zatrzymujemy się podobnie jak wcześniej przy opuszczonych pagodach, zjeżdżamy w boczne dróżki ile damy radę. 

Obcowanie z naturą i słuchanie jej odgłosów ... pełen relaks, bardzo mi się to wydanie Bagan podoba. 






Na obiad zatrzymujemy się dziś w Comfort Restaurant

Jesteśmy jedynymi gośćmi i już od samego progu witani i obskakiwani aż nadto. 
Młoda birmańska para z maleńkim dzieciątkiem stara się jak może, abyśmy byli zadowoleni.
Nie wiedzą, że tak naprawdę poza smacznym jedzeniem nic więcej nam nie potrzebna. 
Często spotykamy się w tym kraju z nazbyt miłym traktowaniem. Oczywiście jest to przyjemne, ale wprowadza nas w duże zakłopotanie. Nie czujemy się z tym dobrze. 
Zamawiamy wege curry i kurczaka w sosie masala. 
W czasie oczekiwania na obiad miła Pani przynosi nam własnej roboty słodkości. Uwielbiam te ich cukrzane masy orzechowe z kokosem. Mimo, że zdecydowanie za słodkie zjadam ze smakiem.  
Obiad nasz może nie nie był dokładnie takim jakiego się spodziewaliśmy, bo w moim curry było za mało curry, a Krystiana masala bardziej przypominała sos śmietanowy, ale i tak było smacznie i świeżo.
To jest to, co w lokalnej kuchni azjatyckiej cenię najbardziej. Nie dostaniecie nigdy nic odgrzane, odsmażone, zleżałe i stare. Każdy posiłek zawsze jest przygotowany w momencie kiedy go zamawiacie. 

Na deser w gratisie dostaliśmy banany w mleku kokosowym i to jeszcze ciepłe! No one rozwaliły system. Hit! Polecam zrobić w domu!  


wnętrze Comfort Restaurant

słodkości
wege
kurczak


Na dziś kończymy. Jazda po błotkach i piachu zmęczyła nas konkretnie. Do tego temperatura i pilnujące nas cały dzień słońce. Jutro od rana kolejna runda po Bagan. 


nasza dzisiejsza trasa 


  


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sa Pa miasteczko w górach niedaleko granicy z Chinami

Jedziemy do Chin!

Świątynia Świtu, straszne muzeum medyczne i food court w centrum handlowym.