Wtorek 3 września, Zastanawiałam się dziś, czy Bangkok mnie już do siebie przekonał i w dalszym ciągu nie wiem. Tyle czytałam o tej stolicy, tyle miałam wyobrażeń, a to co chyba najmocniej póki co zwraca moją uwagę, to dość zamknięci w sobie, słabo mówiący po angielsku Tajowie i problem z wege jedzeniem na ulicy. Tak, moi mili. Życie wegetarianki, czyli moje życie kulinarne na zewnątrz, czyli w miejscu innym niż domowe gotowanie, zawsze było ciężkie i wymagało dużo poszukiwań i dużo cierpliwości. Natomiast w Bangkoku osiągam szczyty. Nie wiem, może akurat trafiam w pechowe miejsca, może źle pytam, ale generalnie wesoło nie jest. Oczywiście możecie udać się do restauracji i tam bez problemu zjeść zapewne wszystko co Wam akurat kubki smakowe szepną, ale budżetowe to nie będzie, a taka forma żywieniowa mnie nie interesuje, no a poza tym street food jest tu serio mega duży, więc po co przepłacać? Szarpnęliśmy się wczoraj wieczorem na kolację...
Komentarze
Prześlij komentarz