Good Morning Vietnam!



piątek, 4 października 

O 21:15 wylądowaliśmy na Noi Bai w Hanoi stolicy Wietnamu.  

W pośpiechu i lekkim biegu opuszczaliśmy lotnisko chcąc zdążyć na ostatni autobus odjeżdżający o 22:00 do centrum miasta. 

Taksówka to koszt około 200 000 VND czyli dongów wietnamskich, w złotówkach jakieś 32 zł. Autobus linii 86 odjeżdżający spod samego terminala, gdzie wychodzimy z lotniska - 35 000 VND czyli 5,60 zł. Różnica spora, a do naszego noclegu wynajętego przez serwis AirBnb mieliśmy 30 km, zatem tym bardziej zależało nam, aby zdążyć! 

Oprócz autobusu nr 86 jeździ jeszcze 7 i 17 - takie dwa numery również znalazłam w internecie, ale nie sądzę, że jeżdżą tak późno. Natomiast są jeszcze tańsze! Jak uda Wam się przylecieć w porze wcześniejszej to zróbcie rozeznanie.  

Okienko immigration, sprawdzenie wizy, pieczątki w paszporcie, odbiór bagaży i kantor, aby zdobyć drobne na autobus i po 25 minutach - dosłownie(!) byliśmy pod lotniskiem. Istny rekord! Wszystkie te rzeczy załatwiliśmy sprawnie i bezproblemowo, zatem zdecydowanie polecam ogarnąć wizę przed wylotem - oszczędzacie czas i czekanie w kolejce. Wiza kosztuje 25 $ i ważna jest 30 dni.   
Możecie ją wyrobić TU. Co ważne przy wyrabianiu wiz do obojętnie jakiego kraju, dokładnie sprawdzajcie czy na pewno znajdujecie się na oficjalnej stronie rządowej. Jest dużo stron wyglądających bardzo podobnie, ale niestety ceny na nich różnią się znacznie od tych które zapłacić powinniście. 
Jeżeli chodzi o zamianę dolców na dongi proponuję wymienić tylko jakiś niski nominał na pierwszy dzień - dwa, a większą kwotę u jubilera, gdzie dostaniecie lepszy kurs no i możecie się targować. Jeżeli macie zarezerwowany i opłacony już nocleg, powiedzmy 50 $ Wam w zupełności wystarczy. 
Co ważne i dotyczy to całej Azji, pamiętajcie, aby dolce były nowe czyli po 2013 roku - duże głowy, nie w kółeczkach - i co mega istotne, ładne. Co oznacza ładne? Niepogięte, nieponiszczone, nieuszkodzone, niepobrudzone, niepopisane itd. Nie wiemy o co chodzi, ale Azjaci mają na tym punkcie świra i albo nie przyjmą ich od Was wcale, albo po niższym kursie. Warto też wiedzieć, że za wyższe nominały, a w szczególności za nominał 100 $ płacą lepszy kurs.      
Jeżeli nie przylatujecie też na super długo i nie macie na wyjazd przeznaczonego zbyt dużego budżetu polecam gotówkę. Bankomat w Wietnamie wypłaci Wam jednorazowo tylko 3 mln dongów czyli 480 zł i weźmie za to prowizję 40 tyś czyli 6,40 (obiad!). Zatem jeżeli wypłacać będziecie 2 tysiące złotych czy 3 zje Wam 6 obiadów!  
                           

Od wyjścia kierowaliśmy się w lewo, szukając na wysokich białych słupach napisu bus stop i numeru naszego autobusu. Po kilkudziesięciu krokach byliśmy na miejscu, a po chwili podjechał autobus!

Co za ulga! Powiem Wam szczerze, że znaleźć informacje w internecie to jedno, ale kiedy okazują się one działające w praktyce, daje to dużą satysfakcję, szczególnie kiedy przyjeżdżacie do nowego miejsca, a tym bardziej kraju w godzinach późno wieczornych, niemalże nocnych.  

O to gdzie i kiedy wysiąść z autobusu nie martwicie się. Pani sprzedająca bilety sama Was zapyta, gdzie znajduje się Wasz hotel i da znać kiedy będzie Wasza kolej wysiadki. Większość noclegów turyści wybierają w dzielnicy Old Quarter, czyli starej części miasta i tam też na głównej super ruchliwej ulicy biegnącej obok tej dzielnicy autobus się zatrzymuje. Nie wjeżdża on bezpośrednio w Old Quarter i nie mija uliczek, zatem w zależności od tego, gdzie Wasz hotel jest, kawałek będziecie musieli przejść piechotą. Podobno 7 lub 17 przez Old Quarter przejeżdża, ale proponuję to jeszcze zweryfikować.

W autobusie istna wieża Babel. Włosi, Francuzi, Niemcy i stos plecaków na samym środku 😀 Wszyscy pełni entuzjazmu z wielkimi uśmiechami na twarzach spoglądają za okno, aby cokolwiek z nowego kraju móc już odczytać. 
Nie pozostajemy w tyle. Ile udaje nam się mimo ciemności tyle wyłapujemy z krajobrazu, który mijamy. 

Pierwsze co chyba się rzuca w oczy to oświetlenie! Droga i pobocza są dość dobrze oświetlone, latarniami, knajpkami, sklepami. Ulica jest ładna, szeroka, są chodniki i sygnalizacja świetlna! Im jesteśmy bliżej tym ruch się zagęszcza, a na ulicy mimo późnej już pory dostrzegamy dość dużo ludzi. Naszą uwagę zwracają też ładnie ubrane dziewczyny w wysokich szpilkach, sukienkach śmigające na skuterach obok naszego autobusu. W końcu piątek!   


zdjęcie z google - tak wygląda przystanek na którym wsiądziecie w autobus 86 

przystanek 

odległość z lotniska do noclegu




Po około godzinie Pani dała nam znać, że pora na nas i kazała wysiadać. 

Drzwi się otworzyły, zrobiliśmy krok na ulicę i pierwszy szok! Skutery! Tysiące skuterów, nie zatrzymujące się i zupełnie jakby nie zauważające nas z tymi wielkimi plecakami stawiających pierwsze kroki na wietnamskiej ziemi. Po paru sekundach zorientowaliśmy się, że nie jesteśmy na przystanku, tylko autobus wysadził nas prawie na środku ulicy!

Do naszego noclegu mieliśmy jakieś 2 km może nawet mniej. Moje początkowe obawy o atakujące nas bezdomne psy, szczury, karaluchy i nocny spacer w ciemnościach po pustych zakamarkach Hanoi totalnie się nie sprawdziły. Skutery jeździły w koło nas cały czas, a uliczka w którą skręciliśmy szukając na budynku numeru 44 wciąż była pełna życia. W knajpkach na krzesełkach dla lalek siedzieli Wietnamczycy zajadając zupę Pho i makaron. Mijaliśmy zamknięte już lub zamykające się piekarnie, sklepiki z serii misz masz, budki z bagietkami i to co uradowało mnie najbardziej latarnie! Nie jest to codzienny widok w Azji, zatem świadomość mieszkania na oświetlonej ulicy otwierała nowe możliwości do późnowieczornego szwendania.     

Znaleźliśmy w końcu numer nas interesujący, ale zamiast drzwi wejściowych na całej frontowej ścianie były rolety. Do samej ziemi, a budynek wyglądał jakby wszyscy w nim spali. Ciemno. 

Siedzący po drugiej stornie ulicy panowie już lekko weseli, wskazali nam ukryty z boku dzwonek, zatem nie omieszkaliśmy z niego skorzystać. 

Po paru chwilach zeszła do nas nasza gospodyni - Thai. 

Pokój nasz był na drugim piętrze i bardzo nam się podobał. Duży, przestronny z prywatną jak to w Azji mikro łazienką, wielką szafą, biurkiem i czajnikiem. 

Ponieważ pora była już późna umówiliśmy się, że wszystkie formalności załatwimy rano, a tymczasem dostaliśmy wyraźny znak, że pora spać. Thai była bardzo miła i sympatyczna, jednakże, kiedy Krystian powiedział, że chciałby wyjść, aby zakupić coś do picia, rozkazująco i dosadnie odpowiedziała, że nie musi nigdzie iść, wszystko jest zamknięte i może napić się stojącej w kuchni wody 😀 Nie powiem lekko zamarliśmy reakcją mamy Thai - jak zaczęliśmy nazywać naszą gospodynię.  Nie chcąc robić problemów grzecznie poszliśmy spać, w końcu było już blisko północy.    

Jak nie macie konta na AirBnb tu jest link dzięki któremu założycie je i dostaniecie na pierwszą rezerwacje fajną zniżkę 👉   https://www.airbnb.pl/c/katarzynaw5494

A tu link do naszego noclegu: 👇

https://www.airbnb.pl/rooms/14223917?source_impression_id=p3_1609950985_cMfohmkps68CFnJd&guests=1&adults=1

Za 4 noce za dwie osoby zapłaciliśmy 45$ czyli ok. 166 zł. Nie mamy co prawda śniadań, ale kuchnia na dole jest też do dyspozycji gości, zatem można upichcić coś, a to co nas ostatecznie przekonało do tego miejsca to pralka! Na poddaszu jest pralka, a wierzcie mi, w podróży nic tak nie wywołuje uśmiechu na waszych buziach jak ten wynalazek. 


nasz pokój


mikro łazienka

kuchnia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sa Pa miasteczko w górach niedaleko granicy z Chinami

Jedziemy do Chin!

Świątynia Świtu, straszne muzeum medyczne i food court w centrum handlowym.